', 'auto'); ga('send', 'pageview');
Menu

krytycznik

O czym: o serialach i społeczeństwie, o filmie i polityce, o książkach i świecie. Jak? Subiektywnie, politycznie, zaczepnie i namiętnie, słowem - krytycznie

PORONIONY PŁÓD ABORCYJNEGO PRAWA, czyli Boy-Żeleński o polityce

anetakruk

 pieklokobiet

 

 

Czytelnicy, którzy zaglądają do "Krytycznika", zdążyli się już pewnie zorientować, że autorkę bloga interesuje kultura i popkultura o tyle, o ile styka się z problemami współczesności, lub coś opowiada o człowieku. Dlatego właśnie nie zamierzam unikać w "Krytyczniku" tematów kontrowersyjnych, budzących emocje ani zagadnień politycznych. Dziś jednak przerzucimy most między przeszłością a teraźniejszością, gdyż czasem trafniej opowiadają o współczesnych problemach książki sprzed lat i dlatego, aby podyskutować o aborcji, czyli o ostatnim gorącym temacie sezonu, postanowiłam sięgnąć do tekstu Tadeusza Boya-Żeleńskiego Piekło kobiet. Radzę Wam, drodzy czytelnicy uczynić to samo i to jak najszybciej, a sami przekonacie się, jak trafnie i mądrze Boy-Żeleński opisuje sytuację Polski z okresu międzywojennego i jak niewiele w gruncie rzeczy od tamtych czasów się w Polsce zmieniło.

Piekło kobiet ukazało się w roku 1930, a zawarta w nim seria felietonów pochodzi dokładnie z okresu między październikiem a grudniem 1929 roku. Wszystkie teksty dotyczą aborcji, a napisane zostały przy okazji utworzenia przez młode państwo polskie tak zwanej Komisji Kodyfikacyjnej, która miała za zadanie ujednolicić prawo na terenach byłych trzech zaborów. Rzecz jasna wśród wielu palących tematów nie mogło zabraknąć aborcji, a o dyskusji wokół niej tak nam Boy-Żeleński opowiada:

 

Ot, schodzi się kilku poważnych – och jak poważnych! - panów, którzy, wchodząc do sali obrad, starają się pilnie zapomnieć o tym, że są ludźmi, że tam, za oknami gabinetu huczy i pędzi życie, że to, co oni piszą na papierze, to jest napisane na ludzkiej skórze, że to, co dla nich jest przedmiotem kontrowersji prawniczej, jest dla innych nieraz kwestią życia i śmierci. I pichcą sobie od niechcenia te prawa, a to co oni upichcą, w tym potem się męczą całe pokolenia.1

 

Czyż to nie piękne?

W zbiorze felietonów Boya-Żeleńskiego znajdziemy wszystkie argumenty, o których słyszeliśmy już wiele razy. Autor pisze przede wszystkim o bezsensowności prawa, które nie może być z samej swej natury w żaden sposób przestrzegane. Jak bowiem prawodawcy wyobrażają sobie sprawdzanie, czy kobieta poroniła naturalnie, czy też owe poronienie wywołane zostało zdenerwowaniem, pracą, lub niedożywieniem? I jak taką kobietę potem ścigać i stawiać przed sądem?!

Godny uwagi jest też fragment, w którym autor kąśliwie nawiązuje do militaryzmu. W jaki sposób łączy się bowiem w polityce aborcję i wojskowość? Otóż kobiety mają rodzić dzieci, aby te zasilały szeregi żołnierzy polskich, którzy mieli potem ku chwale ojczyzny ginąć na polach bitwy. Dość perwersyjny to obraz, przyznajcie i jakże współczesny! Boy-Żeleński zdecydowanie sprzeciwia się takiej wizji.

Bardzo ciekawy jest opis zjazdu prawników polskich, na którym prawie wszyscy opowiadają się przeciw całkowitemu zakazowi aborcji. Ciekawe, czy możliwe byłoby uzyskać podobną opinię od ich współczesnych kolegów po fachu? Ale to także temat na osobną dyskusję, wróćmy do Boya-Żeleńskiego. Bardzo zabawne i jakże aktualne są reakcje antyaborcyjnych środowisk na owo twarde stanowisko prawników. Otóż natychmiast ci drudzy okrzyknięci zostają "masonami" (brakuje lewaków i cyklistów), na co przytomnie odpowiada Boy-Żeleński:

 

Skoro wychodzi na plac słowo "masoni" można być pewnym, że bezmyślność i głupota są za węgłem.2

 

Nic dodać, nic ująć.

Przy okazji nie można nie zauważyć, że obecnie omawiany w sejmie projekt prawa antyaborcyjnego jest podobny do tego uchwalonego w międzywojniu, a przeciwko któremu autor tak protestuje, nawet kara dla kobiet jest taka sama, czyli więzienie do lat pięciu. Złości się na to Boy-Żeleński, że oto kilku panów "w sile wieku" ustaliło niesprawiedliwe, "zbrodnicze partactwo", które miało w przyszłości decydować o losach milionów kobiet.

 

Piekło kobiet to także zbiór różnych opinii na temat aborcji, które przytacza Boy-Żeleński, a przy tym uderza czytelnika żywość dyskusji wokół tego tematu w ówczesnej Polsce. Autor pisze między innymi o wspomnianym już zjeździe prawników polskich, opinii Warszawskiego Towarzystwa Ginekologicznego, Towarzystwa Kryminologicznego, a profesorowie wydają na ten temat książki. I są to niemal wszystkie głosy przeciwne karaniu aborcji więzieniem.

Na naciski wielu środowisk, aby zaprzestano karania aborcji więzieniem, padają z drugiej strony argumenty dotyczące prawa europejskiego, gdyż w ówczesnych państwach aborcja prawie wszędzie była karalna. Bardzo pięknie argument ten Boy-Żeleński odpiera tak:

 

Można by dalej uspokoić naszych prawodawców, że tego rodzaju liberalizmem Polska wyprzedzała Europę nieraz; "kompromitacja" nie byłaby pierwsza: wszak Polska nie paliła czarownic, nie znała Inkwizycji, nie prześladowała innowierców. Polska pierwsza przyznała kobietom prawa obywatelskie i wyborcze.3

 

Przyznam, że co do tego ostatniego punktu mam pewne wątpliwości, jeśli wierzyć Wikipedii, to pierwszym europejskim państwem, które wprowadziło prawo wyborcze dla kobiet była Finlandia, ale nie to jest dla nas najważniejsze. Najważniejsze jest to, jaką drogę przez lata powojenne zrobiła Europa w zakresie ochrony zdrowia i praw kobiet, a Polska tkwi od międzywojnia w dokładnie tym samym, martwym puncie.

Bardzo ciekawe są uwagi autora esejów dotyczące rzeczywistych problemów, jakie mają lekarze z zabiegiem aborcji. Z jednej strony wielu jest takich, którzy za odpowiednią zapłatą dokonują tych zabiegów bez mrugnięcia okiem, ale nie brak i takich, dla których usunięcie ciąży stanowi rzeczywisty, moralny dylemat i należy to uszanować. Jednakowoż karanie zarówno kobiety jak i lekarza za dokonanie aborcji wydaje się nie tylko przesadne, nie tylko bezsensowne, ale wręcz szkodliwe, co Boy-Żeleński podkreśla w swoich esejach wielokrotnie.

Bardzo znamienny jest fragment tekstu, który opowiada o matce czwórki dzieci, która nie czuje się już na siłach urodzić kolejnego. Zastanawia ciekawy punkt widzenia Boya-Żeleńskiego, zaskakująco nowoczesny jak na okres, w którym owe eseje powstawały – widzi on bowiem matkę jak pracownicę, "wyrobnicę" nawet, która ma prawo odmówić kolejnych, jakże ciężkich i wyczerpujących fizycznie obowiązków. Dziś, w czasach kiedy kobiety w kolorowych pismach i na ekranach telewizorów z uśmiechem i przytupem godzą się na jednoczesne sprzątanie, pranie, niańczenie, wyprowadzanie psów, mycie podłóg, mycie naczyń, pracę zawodową i parę milionów innych obowiązków bez cienia protestu, to bardzo interesująca uwaga.

Wydaje się, że współczesne nam kobiety, zawstydzone i onieśmielone prowadzonym przez lata, konserwatywnym opisem świata o "mordowaniu nienarodzonych" przestały używać tego argumentu. Ale przytoczmy go, skoro i Boy-Żeleński się go nie boi. We współczesnej Polsce kobiety wciąż zarabiają mniej niż mężczyźni i wciąż to na kobiety spada większość domowych obowiązków, także wychowanie dzieci. Kobieta ma prawo więc do decydowania, czy czuje się na siłach czy nie urodzić kolejne dziecko! Owszem, dostępność środków antykoncepcyjnych jest tu kluczowa i bardzo ważna, ale jeśli środki zawiodą, a kobieta czuje, że fizycznie lub psychicznie nie poradzi sobie z wychowaniem dziecka, powinna móc usunąć ciążę w jej pierwszych tygodniach.

W dalszej części autor przytacza wiele wypowiedzi różnych, ważnych osób publicznych, które wygłaszają swoje opinie o aborcji. Nie miejsce tu i nie czas, aby je wszystkie przytaczać, ale pozwólcie, że zacytuję fragment tekstu autorstwa Profesora wolnej wszechnicy Michała Orzędzkiego:

 

Faktowi przerywania ciąży trzeba przeciwdziałać w inny sposób: za pomocą reform społecznych, ustaw o alimentacji, o dochodzeniu ojcostwa, za pomocą przeobrażeń opinii o nieślubnej ciąży. Ale walić wszystkie ciężary na matkę i grozić jej więzieniem, gdy ta, będąc w anormalnym stanie, próbuje się od nich uwolnić, to jest niegodne naszego ustawodastwa.4

 

Pomijając "anormalne" uroki przedwojennej polszczyzny, to zazdrość człowieka ogarnia, że już wtedy rozumiano pojęcie godności w sposób uwzględniający również godność kobiety, a dziś, tak wielu osobom, trudno jest to zrozumieć.

Przyznam, że zdumiał mnie bardzo fragment, w którym Boy-Żeleński, niczym postmodernistyczny autor XXI wieku, roztacza przed swym czytelnikiem wizję przeludnienia ziemi i braku żywności w związku ze zbytnim przyrostem ludności. W czasach autora nie był to jeszcze problem realny, potem przyszła straszliwa wojna, odsuwając tą groźbę jeszcze dalej, nie mniej jednak dziś, współczesny świat będzie musiał się z tym prędzej czy później zmierzyć, ale to uwaga na marginesie naszych rozwarzań.

Zachęcam wszystkich do przeczytania tego zbioru esejów, jest on stosunkowo krótki (38 stron) i powszechnie dostępny w internecie darmowo i legalnie. Jest także niesłychanie mądry i ciekawy. Za karę na pamięć powinni się go nauczyć wszyscy polscy parlamentarzyści.

Zakończę puentą, która jest zarazem cytatem z Boya-Żeleńskiego, który tak odnosi się prawa aborcyjnego przygotowywanego przez ówczesną komisję:

 

Oby płód, jaki niebawem wyda to szacowne grono, nie był poroniony.5

 

Oby.

 

 

Przypisy:

1Tadeusz Boy-Żeleński, Piekło kobiet, wydanie w formacie PDF ściągnięte dzięki Fundacji Nowoczesna Polska ze strony wolnelektury.pl, s. 4.
2. Idem, s.7
3. Idem, s.10
4. Idem, s. 17
5. Idem, s.8

 

© krytycznik
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci