', 'auto'); ga('send', 'pageview');
Menu

krytycznik

Blog o współczesnym świecie - o serialach, filmach i książkach. O polityce, kulturze, socjologii, zombie, końcu świata, rasizmie, feminizmie i o wszystkim tym, co podnosi nam ciśnienie. O popkulturze - krytycznie.

4 DOWODY NA TO, ŻE ZOMBIE TO MY, czyli "The walking dead"

anetakruk

 

trasferimento

 

 

Pomysł na historię, o której dziś sobie opowiemy, wydaje się dość banalny - zombie, koniec świata, główny bohater w postaci szeryfa, który przewodzi garstce ocalałych ludzi to dobra mieszanka na popkulturowy sukces. Dziś w krytyczniku chciałabym zachęcić Was drodzy Czytelnicy do zastanowienia się, czy nie ma w tej historii jednak czegoś więcej.

Tekst o serialu The Walking Dead był już właściwie gotowy, kiedy wysłuchałam wieczornej, piątkowej audycji w radiu TOK Fm, którą prowadzi redaktor Wojciech Orliński. 26 sierpnia gościł on Adama Węgłowskiego, autora książki Żywe trupy. Prawdziwa historia zombie i Jakuba Majmurka z Krytyki Politycznej. Tematem audycji były właśnie zombie w popkulturze1. Nadstawiłam ucha i wyłowiłam kilka dla mnie istotnych kwestii, które, mam nadzieję, wzbogacą ten tekst.

Temat żywych trupów okazał się niezwykle ciekawy. Dowiedziałam się mianowicie, że legenda zombie zrodziła się na Haiti. Wojciech Orliński opisuje rewolty niewolnicze Haitańczyków przeciwko Fracuzom. Bieda i poniżenie skolonizowanego ludu były tak skrajne, że to właśnie na Haiti powstały pierwsze opowieści o żywych trupach – poszarganych, brudnych, cuchnących, gnanych jednym tylko instynktem - głodem. Strach przed hordami zombie może więc być też metaforą strachu przed masowymi konfliktami społecznymi, protestami, manifestacjami, ale do tego jeszcze w dzisiejszym tekście wrócę. 

The walking dead, którego siódmy sezon zaczyna się już niebawem w Polsce 24 października) jest produkcją stacji AMC i Franka Darabonta, oparty jest zaś na motywach komiksu Roberta Kirkmana. 

1.  BRAK STABILIZACJI

Bohaterowie serialu przenoszą się z miejsca na miejsce, nie mają schronienia, brakuje im żywności, żyją chwią, nie mogąc znaleźć żadnego bezpiecznego azylu. Czy czegoś nam to nie przypomina?

The walking dead, czy też, jeśli ktoś woli Żywe trupy to w gruncie rzeczy przerysowana metafora postkryzysowego świata, w którym dominuje właśnie brak stabilizacji, częsta zmiana zamieszkania, ciągłe poszukiwanie pracy i walka o przetrwanie.  Być może polskiemu widzowi trudniej dostrzec te nawiąznia, ale w USA i w Europie zachodniej są one aż nazbyt widoczne. Żywe trupy to niejako Biblia prekariuszy, dla których nie ma w życiu żadnych fundamentów, żadnych planów na przyszłość, są tylko codzienne zmagania z rzeczywistością. To także obraz współczesnej Ameryki, w której po kryzysie miliony ludzi utraciło swe domy i z dnia na dzień znalazło się na bruku.

Na stronie internetowej tygodnika "Przegląd" natknęłam się na bardzo ciekawy artykuł redaktora Krzysztofa Kęcika z 2009 roku2, który opisuje to, co działo się w USA tuż po kryzysie. W czasie protestów Occupy Wall Street ludzie przebierali się za zombie i urządzali tak zwane "zombie walking". Żywe trupy stały się symbolem klasowego wyzysku, biedy i poniżenia3Nagła utrata gruntu pod nogami okazała się doświadczniem niemal całego pokolenia i oduczucia te w przerysowany, barwny sposób opisuje właśnie seria The Walking Dead.

 

2. MIEJSCA

trasferimento_4 

 

Akcja rozpoczyna się w małym miasteczku na przedmieściach Atlanty. Główny bohater Rick Grimes w poszukiwaniu swej rodziny udaje się do Atlanty właśnie. Kiedy wjeżdża na koniu do miasta, oglądamy obraz upadku i zniszczenia. W Atlancie nie ma ani ratunku ani żadnej zorganizowanej pomocy – są tylko niedobitki innych ludzi, którzy przetrwali zarazę i... zombie, nazywani w serialu mianem "walkers", które można przetłumaczyć na polskie "szwędacze". O samych zombie za chwilę, teraz skupmy się na Atlancie. Można powiedzieć, że w wielu postapokaliptycznych filmach widzieliśmy podobne krajobrazy – opuszczone budynki z wybitymi szybami, puste ulice, po których goni wiatr. Jednak zupełnie inaczej ogląda się te obrazy, jeśli widzi się je przez pryzmat innej apokalipsy – kryzysu i ma się w pamięci zdjęcia z innych dotkniętych przez tę specyficzną, współczesną zarazę miast – zdjęcia na przykład z Detroit.

Niegdyś tętniąca życiem motoryzacyjna metropolia, dziś upadłe miasto pustostanów plądrowanych przez wygłodniałych złodziei. Detroit kona na oczach całego świata. Bez cienia nadziei na lepsze jutro.

– tak śmierć Detroit opisuje polski Forbes w artykule redaktora Wojciecha Surmacza z września 2013 roku pod tytułem - uwaga! - "Miasto zombi" 4. Jest coś niepokojącego w tej równoległości metafor ludzkiego życia - apokalipsy spełnionej w serialu i apokalipsy ekonomicznej, czyli równoległej, wyobrażonej, ale i namacalnej i bolesnej.

Wisienką na torcie może być tutaj cytat z samego sierialu, kiedy to jeden z bohaterów, zwany T-Dogiem, mówi do swych przyjaciół:

Jeśli mamy wyjść na miasto, potrzebujemy broni. Nie będę się pałętał po ulicach Atlanty uzbrojony wyłącznie w dobre chęci.5

O miejscach w The Walking Dead można pisać długo, wspomnę jednak jeszcze tylko o dwóch, które stały się schronieniem na dłuższy czas dla grupki głównych bohaterów – o więzieniu i o samowystarczalnym, miasteczku Aleksandrii, które zostało wybudowane na przedmieściach Waszyngtonu dla pracowników rządu.

Uczynienie więzienia schronieniem przed hordą wygłodniałych zombi świadczy o dużym poczuciu humoru twórców tej historii. Kraty i siatki otaczające więzienie, ale i wysokie mury odgradzające bohaterów od reszty świata mogą być współczesną metaforą milionów więźniów, którzy w obliczu kryzysu i braku pracy z radością wracają za przysłowiowe kraty. To w zakładzie karnym, gdzie ma się zapewniony posiłek i dach nad głową, ludzie mogą chronić się przed apokalipsą i przed... innymi ludźmi.

 

3. ZOMBIE

trasferimento_5 

Opowiedzmy sobie teraz o najważniejszym z motywów – o samych zombi. Popkultura przechodziła różne okresy i straszyła nas rozmaitymi rzeczami – mieliśmy więc epokę opowiadającą o wojnach, o katastrofach naturalnych, o najeździe z kosmosu, były już strachy znane nam i bliskie oraz takie, które trudno było nam zdefiniować, zło ukryte i tajemnicze. Baliśmy się duchów, upiorów, nawiedzeń, tego że zmieni nam się klimat lub że na głowę spadnie nam z nieba meteor. Opowieść o zombi, to opowieść genialna w swojej prostocie – w The Walking Dead śmiertelnym zagrożeniem są bowiem inni ludzie zarówno żywi jak i martwi. I do tego są oni zagrożeniem dosłownym – pożerają innych ludzi żywcem! Są to istoty bez uczuć, bez pamięci, bez wspomnień, kierowani jednym tylko instynktem – instynktem głodu. Może to być metafora naszej współczesnej epoki, kiedy to hordy ogłupiałych klientów szturmują centra handlowe kierując się popędem globalnej konsumpcji. Głód owego konsumowania jest tak silny, że zombie rozszarpują na sztuki każdego, kto stanie im na drodze.6 Nie wiecie, w czym rzecz?

Cóż, jeśli nigdy nie pracowaliście w korporacji, być może metafora ta będzie dla was trudna do zrozumienia. Poza tym, nie wszystkie korporacje są właśnie takie. Ale wiele z tych, które znam z opowiadań i także z własnego doświadczenia kierują się jedną tylko zasadą – sprzedawaj albo giń. Ludzie pożerają się w nich dla pieniędzy, a korporacje wspierają nie tylko zdrową konkurencję, ale czasem wręcz nieczyste reguły gry. Między pracownikami panują zaś stosunki antagonistyczne, ludzie nienawidzą się tak bardzo, że stosunkowo łatwe do zabicia zombi nie wydają się być znów tak wielkim zagrożeniem.

Warto podkreślić tutaj motyw śmierci i przemiany, która owa śmierć ze sobą niesie. Życie ludzkie wydaje się pozbawione nadziei i sensu, a człowiek doprowadzony do ostateczności przeżywa własną śmierć, odrzuca własne człowieczeństwo, panujące zasady moralne i prawa ludzkie i jego jedynym instynktem staje się zemsta na innych ludziach, których pożera. To przekroczenie ostatecznej granicy, pokonanie najbardziej wstrząsającego tabu. Owe poniżone przez kryzys hordy ludzi bez litości i moralności i ich tryumfalny pochód to zapowiedź nowej epoki – epoki ich dominacji, epoki prymitywizmu, braku moralnych hamulców w świecie pozbawionym praw i reguł. Jedna z początkowych bohaterek, Andrea, jest byłą prawniczką, zajmującą się prawami człowieka tuż przed apokalipsą. Ale era zombi nie pozostawia wątpliwiości – tu nie ma miejsca na litość, na prawa człowieka, na polityczną poprawność, "jest tylko białe mięso i czarne mięso" jak dostanie wyraża się Rick w drugim odcinku pierwszego sezonu.

 

4. RODZINA

 

Wyjmijmy na chwilę koncepcję rodziny z kontekstu religijno-politycznego i przyjrzyjmy się, jak ukazana jest rodzina w serialu. Z jednej strony na "rodzinie" jako na zwartej grupie, która sobie nawzajem pomaga, wspiera się i poświęca się dla bezpieczeństwa reszty, oparta jest cała struktura serialu. Obserwujemy więc jak "rodzina" czy też "grupa" Ricka powiększa się i zmiejsza (trup ściele się bowiem gęsto), ale to relacje między poszczególnymi jej członkami są podstawą przetrwania.

Tak właśnie wygląda nasz świat – podzielony na mikroświaty na portalach społecznościowych. Grupy są już w większości wykształcone i zwarte, komuś z zewnątrz trudno jest przebić się przez symboliczny mur wzniesiony przez jej człoków. Tu nie ufa się obcemu, jeśli nie zostanie on uprzednio sprawdzony.

Z drugiej znów strony rodzina w sensie czystko biologicznym skazana jest na zagładę. Jeśli w pierwszych odcinkach serialu, przetrwały całe rodziny w tradycyjnym sensie (mąż, żona i dzieci, cży też rodzeństwo), to z czasem słabsi członkowie giną i nie ma na to rady. Rodzina okazuje się być strukturą zbyt delikatną, aby to na niej oprzeć konstrukcję nowego świata. W tym sensie ciekawa jest analiza stosunków między poszczególnymi postaciami, które wychodzą bardzo często między utarte schematy mężczyzna-kobieta, matka-dziecko, czy też ojciec-dziecko. Ludzie stają się sobie bliscy na wiele sposobów, dzieci muszą dorastać w przyspieszonym tępie, inaczej giną.

To nie jest bowiem świat dla dzieci, tak, jak nie jest nim nasz współczesny świat. Metafora posiadania dziecka i związane z tym niebezpieczeństwo przetłumaczyć można na współczesny strach przed brakiem gruntu pod nogami, brakiem perspektyw rozwoju, lepszego zarobku, czy zabezpieczenia społecznego. Dziecko jest więc obciążeniem, nie zaś błogosławieństwem.

The walking dead to historia odrzucania moralnych granic, posuwania się do najgorszych czynów w imię bezpieczeństwa i przetrwania. To opowieść o tym, jak człowiek siłuje się z samym sobą, aby nie stać się tytułowym żywym trupem. Jeśli także i ten obraz chcielibyśmy przetłumaczyć na współczesny język polityki, to trzeba nam będzie trzymać kciuki za Ricka i za jego grupę, oby zwyciężyli z żywymi trupami, gdyż jestem dziwnie pewna, że zombi będą głosować na Donalda Trumpa.

 

 

1.. Audycja jest do odsłuchania tu: http://audycje.tokfm.pl/audycja/Salon-Piateczek-Wojciech-Orlinski/179

2. http://www.tygodnikprzeglad.pl/usa-czas-slamsow/

3. Idem: http://audycje.tokfm.pl/audycja/Salon-Piateczek-Wojciech-Orlinski/179

4. http://www.forbes.pl/detroit-miasto-zombi,artykuly,160636,1,1.html

5. Cytowane słowa padają w drugim odcinku pierwszego sezonu, kiedy to grupka ocalałych patrzy z dachu jednego z budynków na ulice Atlanty opanowane przez Szwędaczy. Nie jest to pewnie cytat dokładny, za co przepraszam. Korzystałam z włoskiego dubbingu, który po przetłumaczeniu na polski brzmiał właśnie tak.

6. Podobne motywy odnajdziemy w kultowym filmie George A. Romero "Świt żywych trupów". Wspominają też o tym goście audycji w TOK-u, o której już pisałam.

 

 

© krytycznik
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci