', 'auto'); ga('send', 'pageview');
Menu

krytycznik

Blog o współczesnym świecie - o serialach, filmach i książkach. O polityce, kulturze, socjologii, zombie, końcu świata, rasizmie, feminizmie i o wszystkim tym, co podnosi nam ciśnienie. O popkulturze - krytycznie.

JAK ZABIJA DLA NAS POPKULTURA

anetakruk

 

źródło zdjęcia: http://datapremiery.pl/the-walking-dead-sezon-7-season-7-premiera-serialu-10831/

Jak zabija dla nas popkultura? Otóż popkultura zabija dla nas przyjemnie, tak przyjemnie, że nie możemy i nie chcemy przestać patrzeć na śmierć.

Obserwowałam przez kilka miesięcy wszystko to, co działo się wokół nowego sezonu The walking dead. Nie bez pewnej masochistycznej przyjemności śledziłam rozmaite filmiki amatorskie na Youtube i tak zwane fanowskie teorie dotyczące śmierci bohaterów serialu. Oto bowiem twórcy tej szalenie popularnej serii zakończyli jej poprzedni, szósty już sezon zawieszeniem akcji, czyli pokazali śmierć jednego z bohaterów, nie ujawniając zarazem jego tożsamości. Widzowie na całym świecie zareagowali rozmaicie – jedni ze złością, inni z zachwytem, ale jedno trzeba twórcom tego filmu przyznać – wiedzą, jak utrzymać napięcie i zainteresowanie własnym dziełem. W ten sposób przez ponad pół roku na świecie powstały dziesiątki teorii, blogów i wpisów próbujących odpowiedzieć na pytanie - kogo zabił Negan, negatywna postać w serialu. Nie to jednak wzbudziło moje zainteresowanie, gdyż spodziewałam się tego.

Uwaga - dalsza część wpisu zawiera spoilery dotyczące seriali The walking dead,  Westworld oraz Gry o tron.

download1

Po globalnej histerii na temat tego, czy John Snow zostanie wskrzeszony z martwych w serialu Gra o tron między piątym a szóstym sezonem, twórcy seriali odkryli, jak bardzo takie zaskakujące zakończenia się opłacają i trudno im się dziwić, że sięgają po takie narzędzia.

Naprawdę fascynujące w rozważaniach fanów, kto tym razem pożegna się z popularną produkcją, było to, jak wiele osób postulowało "zabicie" najbardziej lubianych bohaterów. I mimo iż dla wszystkich było to dość oczywiste, ja zadaję sobie pytanie - dlaczego?!

Wiele może tu paść odpowiedzi, choć żadna w pełni nie zadowala. Wielu widzów oczekiwało "zabicia" Glenna, postaci, która "żyje" w świecie serialu od pierwszego odcinka. Niektórzy pisali, że Glenna nie lubią, że są nim zmęczeni (!?), że najwyższy już czas, aby go usunąć. Wielu zastanawiało się, czy (to cytat), "twórcy serii będą mieli dość jaj, aby Glenna zabić". A ja wciąż upieram się przy pytaniu - dlaczego?! I tu czasem pada odpowiedź, która jest moim zdaniem najbliższa prawdzie - bo śmierć ważnej postaci jest bardziej realistyczna, zbliża świat fikcji do świata rzeczywistego, w którym nie ma głównych, nietykalnych bohaterów, każdy może pożegnać się z historią.

Im bardziej popkultura dąży do kopiowania rzeczywistości, tym bardziej się od niej oddala. We Władcy pierścieni i w "starych" Gwiezdnych wojnach, opowieść pozostawała w sferze mitu – dobro zwyciężało a zło było niszczone. Żaden z tych filmów nie udawał "prawdziwego życia", przeciwnie. Spełniał rolę marzenia, więzi z dobrą i naiwną strona naszej natury i choć widz wiedział, że bierze udział w grze, owo dążenie opowieści do szczęśliwego zakończenia odzwierciedlało ludzką potrzebę sprawiedliwości.

Po Grze o tron wszystko się zmieniło. Gra o tron podobnie do The walking dead to seriale ukazujące świat, którego nie ma, a postaci są wymyślone. A jednak w najgłębszej sferze intymności z bohaterami, w sferze być albo nie być, w kwestiach życia i śmierci, opowieści te chcą udawać realne życie. Zaskakujące jest owo zderzenie świata fanstastycznego, świata naszych marzeń i mitów o nas samych z jednoczesną rządzą oglądania upadku tegoż mitu, jakby widzowie chcieli go zniszczyć, zepsuć, zdeptać.

Zakłócona została więź widza z bohaterem. Podczas seansu zachodzi zwykle proces utożsamiania się oglądającego z ulubioną postacią, kiedy postać ginie, widz nie może jednocześnie zachować tej więzi i jednocześnie pozostać widzem. Wytwarza się więc złudzenie "prawdziwości". Widz wyobraża sobie, że czuje ból, nie czując go, wyobraża sobie cierpienie, nie doświadczając go jednak. Owa zerwana więź z bohaterem rodzi obojętność na cierpienie i na zło. Nigdy żaden prąd kultury popularnej nie mordował swoich bohaterów z taką krwiożerczą satysfakcją.

Masowe podniecenie spektaklem śmierci można porównać do szalejących trybun Koloseum podczas walk gladiatorów lub do tłumów średniowiecznych przygladających się publicznym egzekucjom. Trudno jednak wyobrazić sobie tłum nawołujący do zabicia swego bohatera, na przykład Robin Hooda.

Spektakl współczesny musi mieć więc dziś w sobie ową średniowieczną, krwawą odsłonę, w której śmierć tak brutalna, jak tylko się da, zabiera mitycznego Bohatera, tego, który miał zwalczyć zło, a który został zwyciężony. W tym świecie Glenna nie tylko trzeba "zabić", ale trzeba go zakatować, rozwalić mu głowę kijem baseballowym tak, aby mu oko wyszło z orbity. Tylko taka śmierć może dać satysfakcję widzom, udowodnić, że twórcy serialu "mają jaja".

O tym dokładnie opowiada najnowszy serial HBO Westworld , który coraz bardziej mi się podoba. To opowieść wielowymiarowa, w której jedna historia jest początkiem następnej, w której kryje się kolejna i tak dalej...

download_11

W świecie popkultury my, widzowie jesteśmy trochę jak odwiedzający futurystyczny park z hostami ludzie oczekujący rozrywki. Z jednej strony żądamy realizmu, hosty mają być jak ludzie, mają przypominać swoich stworzycieli w najdrobniejszych nawet gestach, ale świat, w którym żyją, ma być też magiczny, pełen zagadek i przygód. Wiele jest scen w serialu, w których goście zabijają hosty, krzycząc w podnieceniu - "I to są wakacje!".

Dla nas The walking dead, Gra o tron, czy Westworld to właśnie takie tematyczne parki rozrywki, w których krew ma płynąć strumieniami, bohaterowie mają umierać, a my będziemy domagać się coraz więcej i więcej, bo nic nas tak nie cieszy jak zabijanie. Hostów oczywiście, bo nie ludzi przecież.

 

 

 

© krytycznik
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci