', 'auto'); ga('send', 'pageview');
Menu

krytycznik

Blog o współczesnym świecie - o serialach, filmach i książkach. O polityce, kulturze, socjologii, zombie, końcu świata, rasizmie, feminizmie i o wszystkim tym, co podnosi nam ciśnienie. O popkulturze - krytycznie.

"A" JAK APOKALIPSA, czyli POPalfabet

anetakruk

 

Apokalipsa, koniec świata – przyznajcie się, kto z Was o tym kiedyś nie marzył? O opustoszałych miastach, biurowcach w ruinie, odcięciu od internetu, wykasowanych kontach bankowych, wymazanych pożyczkach i czystych hipotekach. Marzenie o końcu świata to w gruncie rzeczy marzenie o tym, aby móc zacząć od nowa w wyzwoleniu od starych grzechów.

Apokalipsa jest obecna w popkulturze od dawna i przykłady można mnożyć. Wojna światów, czyli słuchowisko radiowe Orsona Wellesa wyemitowane w wieczór Halloween w 1938 roku to pierwszy rozdział w historii masowego straszenia końcem świata. Dziś wiemy, że panika na ulicach New Jersey nie była tak powszechna, jak się często sądzi, choć niewinne z pozoru słuchowisko o inwazji Marsjan na Ziemię wywołało w tamtym historycznym momencie spore emocje. To świat u progu II wojny światowej i strach jest bardzo realny, a prawdziwa apokalipsa właściwie już puka do drzwi.

Wojna i jej cień kryją się w każdym obrazie końca świata. Można zaryzykować twierdzenie, że filmy, książki czy opowiadania o zagładzie ludzkości to jeszcze jeden sposób na "przerobienie traumy". Prawa w postapokaliptycznym świecie opierają się na tych samych zasadach co prawa wojenne – liczy się tylko przetrwanie, a etyka i moralność zawieszone zostają na kołku, w oczekiwaniu na lepsze czasy.

Jedną z najważniejszych cech apokalipsy jest motyw zaburzenia systemu. Obojętnie do jakiego przykładu z kultury się nie odwołamy, każda opowieść zaczyna się niewinnie. Widzimy codzienne życie bohaterów, błahe sprawy, szarą codzienność. Potem następuje czynnik zaburzenia, czyli wybuch atomowy, wirus, najazd Obcych lub zaraza zombie i potem obserwujemy to, co w dobrej wizji końca świata jest najciekawsze – powolną dezintegrację systemu. Rozłożyć to można na kilka czynników – brak poczucia bezpieczeństwa, brak pomocy ze strony policji, nieczynne szpitale, brak prądu, zablokowane wyjazdy z miasta, śmierć ludzi na masową skalę.

download11

Jednym z ciekawych przykładów filmu o nagłej utracie poczucia bezpieczeństwa i świecie, który niespodziewanie zmienia reguły gry jest film Ptaki Chitchcocka (1963 rok). Nie jest to typowy obraz o końcu świata, a jednak dopiszę go do mojej listy, gdyż zawiera kilka nowatorskich elementów, które Hitchcock "podarował" w spadku następnym pokoleniom. Po pierwsze – niebezpieczeństwo przychodzi nagle, jest śmiertelnym zagrożeniem, a poukładany i oparty na zasadach świat bohaterów rozpada się w pył. Dodatkowo w filmie nikt nie znajduje wyjaśnienia, dlaczego ptaki niespodziewanie zaatakowały ludzi, skąd wzięła się ich agresja. Hitchcock gra dobrze na emocjach swych widzów, wyjaśnienia być nie może, gdyż każde wytłumaczenie musiałoby odwoływać się do zasad logiki i jednocześnie zawężałoby zakres odziaływania apokalipsy. Tymczasem hitchcockowski strach musi być irracjonalny, niewytłumaczalny, wszechwładny. Nikt nie powinien się czuć bezpiecznie, gdyż system został zaburzony, a nowe reguły gry są nieznane.

 download_111

Koniec lat siedemdziesiątych i początek osiemdziesiątych to czas, w którym zimna wojna nabiera rozpędu i wyobraźnia masowa zarażona jest strachem przed końcem świata. W 1978 roku wychodzi jedno z najlepszych dzieł Stephena Kinga, książka, do której jeszcze na pewno w krytyczniku wrócimy czyli Bastion. King ze swoją maniakalną drobiazgowością prowadzi nas krok po kroku przez świat, który ulega powolnej zagładzie. Nikt przed Kingiem nie opisał z taką dokładnością kolejnych faz śmierci społeczeństwa nowoczesnego. Apokalipsa Kinga wywołana jest przez śmiertelny wirus, który rozprzestrzenia się szybko i skutecznie, zabijając ponad 98 procent populacji. Opowieść rozpoczyna się od małego miasteczka, ogniska choroby, które nagle zostaje odizolowane od reszty kraju. King opisuje z przerażającą precyzją, jak aparat przemocy radzi sobie w takich sytuacjach, jak ukrywa się przed społeczeństwem rzeczywiste zagrożenie, jak tłamsi się środki masowego przekazu, wreszcie jak wojsko, chcą powstrzymać epidemię, zaczyna strzelać do własnych obywateli. Wiele filmów opowiadających o świecie postapokaliptycznym odwoła się później do obrazów wykreowanych przez Stephena Kinga. Mamy tu więc motywy pustej i bezludnej metropolii, ulic zakorkowanych tysiącami opuszczonych samochodów. Mamy też niesłychanie ważny motyw przemiany i wędrówki. Człowiek po zagładzie świata, to bowiem zupełnie inny gatunek homo sapiens – dużo chodzi, mało je, nie ufa nikomu i przenosi się często z miejsca na miejsce.

download_210

Bastion to jedna z najbardziej lubianych książek tego autora, między innymi dlatego, że koniec świata nabiera w powieści wymiaru manichejskiego starcia Dobra ze Złem. King przechodzi właśnie etap fascynacji religią, zatem jego wizja apokalipsy przegląda się w zwierciadle chrześcijańskiej mitologii - Bóg jest srogi, każący i okrutny, Diabeł zaś rozpustny, ironiczny i szowinistyczny, choć dorównuje Stwórcy brutalnością. Na podstawie tej książki powstał w 1994 roku bardzo słaby film, o którym nie warto wspominać. 

Stephen King wrócił do motywu apokalipsy w 2006 w książce Komórka i choć nie jest to powieść wybitna, to jednak zawiera pewne, niezwykle interesujące wątki. Po pierwsze zagrożenie przychodzi ze strony telefonów komórkowych (w 2006 roku, smartfony nie były jeszcze tak rozpowszechnione), co samo w sobie jest bardzo ciekawe. Każdy, kto rozmawia przez telefon, odbiera mimowolnie sygnał podprogowy, który zamienia go w coś w rodzaju zombie. W jednej chwili spokojny świat ogarnia chaos. King świetnie prowadzi nas od jednej katastrofy do drugiej. To jest inny koniec świata o tego, wymyślonego przed laty. Nie ma w nim Boga, ani kary, ani tym bardziej zła absolutnego. Jest za to fascynująca wizja cofającej się w rozwoju ludzkości - nagle zdziczałej i ogłupiałej, połączonej jednocześnie wspólnym, globalnym instynktem. Uważam Stephena Kinga za geniusza i choć wielu się ze mną nie zgadza, to uważam, że niezwykle trafnie opisał on w tej powieści kolektywną ludzkość, która dzięki wspólnej sieci łączy się w swych frustracjach, najgłębszych fobiach i chęci wzięcia odwetu. Warto po tę powieść sięgnąć.

images_23

 

Wróćmy jednak do końca lat siedemdziesiątych i do narodzin Mad Maxa George'a MilleraTo jedna z tych wizji postapokaliptycznego świata, która budzi największy niepokój. Nie ma tu charakterystycznych opisów rzeczywistości "przed" zagładą, są jedynie artefakty pozostałe po przeszłości człowieka. Mad Max to futurystyczna przyszłość w średniowiecznym kontekście, wszystko jest tu przerysowane i szalone. Film z sprzed lat był niezłą i pobudzającą fantazję rozrywką, ale współczesny obraz tego samego reżysera - Mad Max. Na drodze gniewu jest już wizualnym arcydziełem. Jest też nowym krokiem w popkulturalnej podróży ludzkości przez kolejne kręgi piekielne rozmaitych "końców świata". Jeśli bowiem wszystkie wizje apokalipsy mają pewną wspólną cechę, to jest nią zniewolenie kobiet. Apokalipsa jest więc zwykle męskim marzeniem o całkowitej anarchii, o wiecznej wojnie o zasoby, o przetrwanie i dostęp do kobiet właśnie. Jest to marzenie mające pewne zakorzenienie w realności. Czymże jest współczesne dążenie nacjonalistycznych rządów do wyeliminowania prawa, sądów, międzynarodowych instytucji jak nie wprowadzeniem w życie anarchistycznych reguł, dzięki którym wygrywa zawsze silniejszy? I czymże jest, jeśli nie ponowną próbą zdominowania kobiet? Jeśli macie odwagę podążyć za tą analogią, to film Mad Max. Na drodze gniewu. jest filmowym przeczuciem globalnego, feministycznego oburzenia. Furiosa to najwspanialsza bohaterka, jaką mogłybyśmy sobie wymarzyć w postapokaliptycznym świecie.

download_36

Na koniec nie mogę nie wspomnieć o serialu The walking dead, filmie, który opisał współczesne społeczeństwo przez najwspanialszą metaforę, jaką popkultura jak dotąd wymyśliła czyli zombie. Pisałam już o tym w krytyczniku, teraz więc tylko krótko o tym wspomnę - The walking dead opowiada o współczesnej Ameryce i robi to dość dosłownie, szczególnie w początkowych odcinkach serialu. Nawiązania są oczywiste - apokalipsa już nastąpiła, a był nią kryzys ekonomiczny. To kryzys sprawił, że miliony ludzi straciły wszystko, swe domy, swe rodziny, a całe miasta zamieniły się w upiorne, opustoszałe symbole klęski jak na przykład Detroit. W czasie postkryzysowym ludzie żyją więc chwilą, walczą ze sobą o to, co zostało, zmuszeni do popełniania największych zbrodni. Nawet jeśli Ameryka tak nie wygląda, to duża część jej obywateli tak właśnie postrzega własny los. The walking dead pod płaszczykiem taniej rozrywki opowiada o bezdomności, o braku jakiejkolwiek pomocy od państwa, ale i potrzebie powrotu do źródeł, o potrzebie rozpoczęcia życia od nowa, o odbudowie struktur opartych na zaufaniu. Jeśli obejrzy się ten serial z tej perspektywy, wiele wątków nabiera nowego sensu.

Podsumowując - przeczucie końca świata towarzyszy ludzości od wieków, czasem się nasila a czasem trochę przygasa. Jednak poetyka, jaką posługują się twórcy apokaliptycznych wizji wiele nam mówi o czasach, w jakich tworzyli swe dzieła. Fantazje na temat zagłady pojawiają się wtedy, kiedy sytuacja polityczna lub społeczna podlega dużym zmianom i emocje zbiorowe są bardzo napięte (II wojna światowa, zimna wojna, kryzys ekonomiczny). Zawsze jednak do wymyślonego, postapokaliptycznego świata twórcy przemycają klimat swej współczesności, realne obawy społeczeństw, w których żyją. Można więc rzec - jakie czasy, taki koniec świata.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

© krytycznik
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci