', 'auto'); ga('send', 'pageview');
Menu

krytycznik

Blog o współczesnym świecie - o serialach, filmach i książkach. O polityce, kulturze, socjologii, zombie, końcu świata, rasizmie, feminizmie i o wszystkim tym, co podnosi nam ciśnienie. O popkulturze - krytycznie.

INSTRUKCJA OBSŁUGI POST-PRAWDY, czyli "Rok 1984" Orwella (2)

anetakruk

 

images_14

Odradzanie się totalitarnych a czasem faszystowskich ideologii we współczesnym świecie to nasza wina. Czytaliśmy Rok 1984 Orwella i nic z tej książki nie zrozumieliśmy. Odkładaliśmy ją na półkę, gdyż wydawało się nam, że opowiada o problemach, które należą do przeszłości. Tymczasem teraźniejszość zaskoczyła nas razem z całą swoją absurdalną, średniowieczną otoczką.

Popełniliśmy wiele błędów. Byliśmy pewni, że faszyzm to miniona epoka w nazistowskich Niemczech, a komunizm to ideologia radziecka należąca do przeszłości. Było i minęło. Tymczasem państwo totalitarne to stan umysłu, to kontekst, fragment historii, który, jak dziś widzimy, może się w każdej chwili odrodzić. Pod innymi sztandarami? Tak. Z nieco odmiennymi hasłami? Tak. Ale ideologia – absolutnego porządku, absolutnej kontroli, absolutnej jednomyślności jest w zasadzie taka sama. I opiera się na tym samym – na kłamstwie, fałszerstwie i ignorancji, nazywanych dziś post-prawdą.

Główny bohater Orwella, Winston Smith pracuje w Ministerstwie Prawdy (sic!) i zajmuje się na co dzień "aktualizacją" prasy, dostosowując artykuły z archiwalnych wydań do potrzeb bieżącej propagandy. Nie mogłam się oprzeć wrażeniu, że Smith mógłby równie dobrze pracować jako współczesny troll internetowy, producent tak zwanych fake'ów, czyli krążących po internecie, nieprawdziwych informacji.

Państwo totalitarne Oceania, w którym żyje Smith, w pewnej chwili zmienia swoje sojusze. Niemal z minuty na minutę państwo, które było dotąd największym wrogiem staje się przyjacielem, a dawny przyjaciel – nowym wrogiem. Smith i jego współpracownicy całymi dniami pracują w Ministerstwie Prawdy, aby dostować prasowe, archiwalne artykuły do nowych realiów. Takiej wolty Oceania nie dokonuje po raz pierwszy. Znamienne jest, w jaki sposób Winston opowiada o historii swego państwa – niepewny jest wydarzeń z przeszłości, ma nawet wątpliwości co dokładnej daty. Wiele razy pada w tekście twierdzenie – "teraz jest chyba rok 1984". Można śmiało powiedzieć, że bohater czuje się jak w Matrixie, gdzie realność jest rzeczą niepewną i niestałą. Historia ulega ciągłej korekcie, jest raczej wiarą, religią niż wiedzą opartą na dokumentach.

Owa religia historyczna czy też parahistoria religijna ma jeden tylko cel – wywoływać emocje i to negatywne. Stąd w książce Orwella "Dwie Minuty Nienawiści", czy też "Tydzień Nienawiści", czyli najważniejsze święta Oceanii.

Nienawiść jest fundamentem każdego ustroju totalitarnego. Nie ma znaczenia, przeciw komu jest skierowana, ważne, że istnieje zbiorowy, anonimowy wróg, na którego można szczuć i przeciwko któremu można mobilizować masy. Nienawiść jest w dla rządzej partii wartością samą w sobie, wrogowie się zmieniają, lecz wrogość nigdy.

Tam jednak, gdzie wróg nie jest do końca zdefiniowany, tam dla bezpieczeństwa, należy zamykać społeczeństwo na wszystko to, co przychodzi z zewnątrz – na imigrantów, na obcych, na inne kultury i inne sposoby myślenia. Do tego potrzebny jest rozbudowany aparat kontroli, którego jeszcze w czasach Orwella nie było, dlatego musiał go on na potrzeby swej książki wymyśleć. Teleekrany, o których pisze to nie tylko wynalazek genialny i wizjonerski jak na tamte czasy, ale przede wszystkim zadziwiająco prawdziwy, szczególnie widziany ze współczesnej perspektywy.

Jakże trafnie opisuje Orwell powrót średniowiecza, niechęć do faktów i do nauki. Odwołam się do cytatu, bo trudno ująć to lepiej:

Prędzej czy później partia ogłosi, że dwa razy dwa jest cztery i wszyscy będą musieli w to uwierzyć.

(...)

Bo przecież skąd naprawdę wiadomo, że dwa i dwa to cztery?

W świecie przewidzianym jakże trafnie przez tego pisarza nauka się zatem nie rozwija, jest właściwie niepotrzebna. Odwoływanie się do obiektywnych faktów mogłoby przecież podważyć iście religijny fundamentalizm totalitarnej ideologii. I od razu uprzedzam – przywołuję religię nie po to, aby ją potępić, ale aby podkreślić, dlaczego tak ważne jest, aby oddzielić sprawy wiary od spraw publicznych. Państwo nie może opierać się na emocjach i wierze, lecz na wiedzy, nauce oraz krytycyzmie. Takie wnioski nasuwają się po przeczytaniu książki.

Orwell taki ustrój nazywa bez ogródek kontrolowanym szaleństwem i znów, warto przywołać cytat:

Kłamać z pełną premedytacją, a jednocześnie głęboko wierzyć we własne słowa, zapominać niewygodne fakty, po czym, gdy nadchodzi konieczność, przywoływać je z niebytu na tak długo, jak trzeba, negować istnienie obiektywnej rzeczywistości.

W chwili, gdy piszę te słowa, w prasie pojawiają się artykuły, w których Prezydent USA Donald Trump opowiada o "wczorajszych zamachach terrorystycznych w Szwecji". Ambasada Szwecji natychmiast te słowa zdementowała, wygląda na to że pan Trump te zamachy sobie wymyślił, a tymczasem pracownicy Ministerstwa Prawdy Internetowej... przepraszam, internetowi trolle tłumaczą pod artykułem Gazety Wyborczej, że: "Trump mówi prawdę, a że media o tym milczą to znak, że sprawa została zatuszowana". A wszystko to podszyte starą, dobrą nienawiścią. Rok 1984 w wersji uaktualnionej.

 

© krytycznik
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci