', 'auto'); ga('send', 'pageview');
Menu

krytycznik

Blog o współczesnym świecie - o serialach, filmach i książkach. O polityce, kulturze, socjologii, zombie, końcu świata, rasizmie, feminizmie i o wszystkim tym, co podnosi nam ciśnienie. O popkulturze - krytycznie.

PIĘKNY FILM O UCIECZCE, czyli "Dunkierka" Christophera Nolana

anetakruk

 

dunkierka1_bf586d93a2

 

Nim opowiem Wam o Dunkierce, najpierw się do czegoś przyznam: nie jestem wielką miłośniczką fimów wojennych. To nie znaczy, że ich nie oglądam, ale wybieram wśród nich historie nietuzinkowe, które wychodzą poza schemat "krew, znój i bohaterstwo". Warto zatem nim wybierzecie się do kina, zrobić sobie krótką powtórkę z historii – w Dunkierce nie chodzi o żadną bitwę ani o wojenne starcia. To opowieść o tym, jak kilkaset niewielkich, prywatnych łodzi wyruszło z wybrzeży Anglii, aby ściągnąć do ojczyzny żołnierzy alianckich, którzy utkwili w pułapce między niemiecką armią a morzem u wybrzeży francuskiego miasta Dunkierka.

 

Przed obejrzeniem filmu zastanawiałam się, jak Christopher Nolan, reżyser między innymi Incepcji i Interstellara odnajdzie się w tym surowym, wojennym klimacie. Dunkierka nie jest przecież opowieścią o widowiskowym starciu dobra ze złem, aliantów i nazistów, nie opowiada nam o bohaterskim tryumfie, ani o spektakularnych bitwach. Ostrzegam – kto liczy na sceny batalistyczne i imponujące efekty specjalne, może się srodze zawieść. To bowiem co dostaje w zamian to poetyckie kadry między niebem a ziemią i dramatyczną walkę o przeżycie.

 

Film Nolana zdumiewa dojrzałością i powściągliwością. Kadry są chłodne, surowe i bardzo realistyczne. Widz rzucony zostaje od razu między kleszcze niemieckiej armii i fale morza. Współodczuwa z bohaterami, wręcz nie może oderwać się od ekranu, oczekując w napięciu kolejnych wydarzeń. Mocną stroną filmu są zdjęcia (Hoyte Van Hoytema) i montaż (Lee Smith), które sprawiają, że film pochłania nas od pierwszej sceny i pozwala nam niemal uczestniczyć w całej akcji. Na szczególne wyróżnienie zasługuje muzyka Hansa Zimmera, która dosłownie chwyta za gardło i nie puszcza ani na chwilę. Całości dopełnia bardzo dobre aktorstwo z nikomu dotąd nieznanym Fionnem Whiteheadem na czele, słowem – nie za bardzo jest się niestety w krytyczniku do czego przyczepić.

 

Oderwijmy się zatem na chwilę od technicznych aspektów filmu i skupmy się na jego wymowie. Zastanawiam się, dlaczego Christopher Nolan wybrał sobie właśnie operację "Dynamo" na temat swego filmu. Warto zadumać się nad tym historycznym momentem. To chyba najczarniejsza chwila w historii Europy. Hitler zagarnął niemal cały kontynent od Polski aż po wybrzeża Francji. Ewakuacja angielskich i francuskich żołnierzy to wojskowa klęska, która oznaczała oddanie Niemcom Paryża. Nolan przemilcza także kilka ważnych kwestii – ponad dwieście łodzi z ponad ośmiuset, które wyruszyły żołnierzom na ratunek, zostało zatopionych. To aż jedna czwarta! Na wybrzeżach Francji Anglicy pozostawili niezwykle drogocenny sprzęt – działa i amunicje. W swojej słynnej przemowie w parlamencie tuż po zakończeniu ewakuacji Winston Churchill tak mówił:

 

Musimy bardzo uważać, aby nie przypisywać tej ewakuacji miana zwycięstwa. Wojen nie wygrywa się dzięki ewakuacjom. Lecz w tym ocaleniu było jednak zwycięstwo, które należy uznać.1

 

Zaryzykuję hipotezę, że film Nolana nie opowiada o wojnie lecz o przetrwaniu i o klęsce. Temat przetrwania wychodzi daleko poza wojenną dosłowność. Żołnierze do nikogo nie strzelają, z nikim nie walczą. To ciekawe odejście od amerykańskiej tradycji, której schlebiają i Polacy, a która każe walczyć do końca, do śmierci ostatniego człowieka. Dunkierka proponuje nam taką koncepcję walki ze złem, według której czasem trzeba się cofnąć, aby przegrupować siły i uderzyć lepiej. To tryumf zdrowego rozsądku nad tragicznym bohaterstwem. Dobrze się spisaliście – mówi jeden z witających żołnierzy ludzi na lądzie w Anglii. Chłopcy odpowiadają nieśmiale, że "tylko przetrwali". I to wydaje się wam mało? - pyta mądrze mężczyzna, rozdając im jedzenie. Żołnierze niespodziewanie spotykają się w ojczyźnie ze zrozumieniem. Jedynym ich marzeniem było wydostanie się z morderczej pułapki i ucieczka do domu. Znaleźli się przecież w sytuacji skrajnej – wrogiem okazały się nie tylko niemieckie działa, ale i sama natura. To ona zbiera w filmie największe bodaj żniwo. Ludzie toną i płoną żywcem.

Dunkierka to film jednocześnie pesymistyczny i optymistyczny. Jest pesymistyczny, gdyż opowiada nam o najstraszliwszym z możliwych kataklizmów – o nawałnicy faszyzmu, który przeorał Europę. Film zamyka scena, w której jeden z angielskich lotników oddaje się do niemieckiej niewoli. Kurtyna zapada. Wojna wydaje się przegrana. W tle jednak słyszymy słowa Churchilla, który powtarza z uporem pełne patetyzmu zdania o dalszej walce. Choć przecież w tamtej chwili wszystkim musiało się wydawać, że pokonanie Hitlera graniczy z cudem. Optymizm jest zatem poza filmem – jest w naszych głowach. Wróg w końcu zostaje pokonany, wiemy o tym z lekcji historii.

 

Czy paralela do czasów dzisiejszych i tryumfu nacjonalizmów w Europie, Brexitu i wygranej Trumpa wydaje się Wam przesadzona? Czy Nolan między wierszami historycznej opowieści chce nam powiedzieć coś więcej? W operacji "Dynamo" zwyciężyła odwaga cywili, którzy ryzykowali życie i płynęli na kontynent, aby ocalić żołnierzy. Zwyciężyło przekonanie zwykłych ludzi, że życie szeregowych chłopców ma znaczenie niezależnie od wojskowej taktyki i losów świata. Generałowie i politycy byli skłonni pozostawić młodych ludzi na śmierć pod niemieckim ostrzałem. Churchill przekazał swym dowódcom, że liczy na ocalenie chociaż 50 tysięcy żołnierzy. Dzięki nadzwyczajnej solidarności i ofiarności ocalono, jeśli wierzyć wikipedii, 338 226 ludzi. Nie sądzę, aby Nolan przypadkiem wybrał sobie na temat filmu wydarzenie, które symbolizuje do dzisiaj wyższość ludzkiej wspólnoty nad wojskową i polityczną hierarchią, która w dodatku zdolna jest sromotną klęskę zamienić w historię przez duże H, napawającą nadzieją.

 

 

Komentarze (2)

Dodaj komentarz
  • Gość: [Antey] *.dynamic.chello.pl

    Kłopot tylko w tym, że z filmu nijak nie można wywnioskowac, że chodzi o Niemców.
    Od napisów poczatkowych zaczynając.

    PS: Wojna to owszem, znój, znój i krew.

  • anetakruk

    Nie pamiętam tego szczegółu, być może. Dla mnie ta informacja nie jest konieczna, jest wystarczająco dużo filmów pokazujących niemieckich nazistów, sądzę, że widzowie wiedzą, kto kryje się po przeciwnej stronie. To po pierwsze. Po drugie ja odczytuję ten film jako parabolę o wojnie w ogóle, o faszyzmie w ogóle, który nie jest jakąś cechą charakterystyczną Niemców, jak już dzisiaj wiemy. Pozdrawiam.

© krytycznik
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci