', 'auto'); ga('send', 'pageview');
Menu

krytycznik

Blog o współczesnym świecie - o serialach, filmach i książkach. O polityce, kulturze, socjologii, zombie, końcu świata, rasizmie, feminizmie i o wszystkim tym, co podnosi nam ciśnienie. O popkulturze - krytycznie.

CZARNE SERCE AMERYKI

anetakruk

d_3847

 

Kolej podziemna Colsona Whiteheada to traktat o człowieku, który przeglądając się w zwierciadle historii odkrywa nagle, że jest czarną kobietą.

Zastanawiając się, jak rozpocząć tekst o książce Colsona Whiteheada Kolej podziemna, przejrzałam kilka tekstów o niewolnictwie i o historii niewolnictwa w Ameryce Północnej. W internecie, Wikipedii oraz innych źródłach można na ten temat znaleźć naprawdę wiele tekstów – o pierwszych niewolnikach z Afryki, których zabrano z ojczystej ziemi, zakuto w kajdany i siłą przetransportowano przez Atlantyk, aby sprzedać ich potem plantatorom bawełny, cukru i tytoniu. Można przeczytać kilka analiz dotyczących ekonomicznych przyczyn niewolnictwa, wielkiego zapotrzebowania na siłę roboczą i ruchów emancypacyjnych, które miały na celu zniesienie niewolnictwa. Książki pełne są dat, faktów, liczb i danych. Zadziwia zimna kalkulacja i racjonalizacja, z jaką opisujemy do dziś dramat ludzi, którzy przez całe pokolenia byli bici, gwałceni, poniżani. Książka Whiteheada to kropla w morzu naszej ignorancji. Opowiada, czym było niewolnictwo w swej istocie, i dlaczego nasza współczesna kultura jakoś nie chce o tym pamiętać.

Główną bohaterką książki jest Cora, niewolnica, która urodziła się na plantacji bawełny, dorastała na niej i pewnego dnia postanawia z niej uciec. Poprzez Corę czytelnik poznaje także historię jej rodziny – Cora jest wnuczką Ajarry, która została porwana z jednej ze wsi w środkowej Afryce, skąd zabrani zostali najpierw wszyscy mężczyźni, a miesiąc później także kobiety i dzieci. Skuci kajadanami ludzie szli pieszo aż do Oceanu, skąd zabrał ich statek handlarzy niewolników płynący do Ameryki. Whitehead nie oszczędza swemu czytelnikowi żadnego ze straszliwych szczegółów podróży. Ajarry zostaje wiele razy zgwałcona na statku, próbuje dwa razy popełnić samobójstwo. Część jej rodziny umiera na dżumę. Do dziś trudno nam obliczyć, ile ofiar tak naprawdę pochłonęła długa, mordercza droga z Afryki do Ameryki. Ludzie umierali dziesiątkowani przez choroby, głód, zabijani przez handlarzy dla zabawy i rozrywki. A podróż ta była tylko przedsionkiem piekła. Potem następowała segregacja – rodziny rozdzielano, często sprzedawano na targach osobno dzieci, osobno kobiety i osobno mężczyzn.

Potem, kiedy nastawała względna stabilizacja, kiedy człowiek przyzwyczajał się do życia przy zbieraniu bawełny, kiedy już udawało się ukryć w cieniu innych przez ciągłymi, cielesnymi karami, kiedy już ludzie godzili się ze swym niewolniczym losem i zakładali rodziny, ich dzieci często zabierane były i sprzedawane na inne plantacje. Dramat ten należy pomnożyć przez setki tysięcy, miliony niewolników, którzy żyli i umierali w południowych stanach Ameryki, nim Wojna secesyjna położyła mu wreszcie kres. Choć był to kres pozorny. Byli niewolnicy, pozbawieniu przez dziesiątki lat dostępu do nauki, do kultury odcięci od swej historii i przeszłości musieli wszystko to mozolnie budować od początku. O tym wszystkim, o tych zmaganiach z historią jest właśnie doskonała książka Colsona Whiteheada.

 290pxCicatrices_de_flagellation_sur_un_esclave

Zwykle unikam w krytyczniku opisywania fabuły omawianych utworów. Moim celem jest recenzowanie i interpretowanie nie zaś pisanie streszczeń. Tym razem jednak postanowiłam zrobić wyjątek, aby wprowadzić Was, Czytelników w świat książki Kolej podziemna. O niewolnictwie wiemy dużo, choć nasze wyobrażenie o nim odległe jest od rzeczywistości. Ukształtowane jest przez filmy takie jak Przminęło z wiatrem czy przez naiwne, brazylijskie telenowele z lat 80. Piękne stroje kobiet południa, przedsiębiorcza Scarlett O'Hara, romantyczne, słoneczne plantacje, gorące słońce Georgii – tym dla nas są dziś południowej stany Ameryki przed Wojną secesyjną. Owszem, zdajemy sobie sprawę, że gdzieś w cieniu czaiła się przemoc białych ludzi wobec czarnych, ale zwykle nie zdajemy sobie sprawy z bezmiaru owej przemocy, ani z jej późniejszych efektów.

Cora, bohaterka Whiteheada ucieka zatem niemal cudem z plantacji bawełny i podróżuje tajemniczą koleją podziemną przez różne stany Ameryki Północnej. Podróż ta jest zarazem magiczna, nierzeczywista i niemożliwa, gdyż Cora podróżuje przez historię. Kolej podziemna przecinająca podbrzusze Ameryki, przypominająca linię metra w dużym mieście w rzeczywistości nigdy nie istniała. Nazywano tak łańcuch ludzi, ukrytą organizację, która z narażeniem życia ratowała niewolników, uciekających z plantacji.

Whitehead, korzystając z braku ograniczeń dla pisarskiej wyobraźni, zamienia symboliczną kolej w poszarpaną, podziemną linię, której kolejne przystanki odległe są od siebie nie tylko w przestrzeni ale i w czasie. Dzięki temu genialnemu zabiegowi książkę czyta się z pasją i z ciekawością, ale i z rosnącą zgrozą. Od przemocy i prześladowań nie ma bowiem ucieczki. Ciągłe dążenie białego człowieka do zniewolenia innych przybiera różne formy. Czasem ukrywa się pod pozornie dobrotliwą maską medyka, który nakłania czarne kobiety do poddania się sterylizacji. Czasem zaś owo zło jest zwyczajne, banalne w rozumieniu Hannah Arendt. Czytając książkę Whiteheada nie mogłam po prostu nie myśleć o porównaniach do zagłady Żydów w Europie. Porównania nasuwały się same – obojętność, z jaką biali zabijali dzieci, segregacja rodzin, kontrola seksualności. Niemiecka machina śmierci była oczywiście wyjątkowa w historii ludzkości – nikt wcześniej ani później nie użył najnowszych technik do masowego mordu, ale źródło nienawiści w obu przypadkach było takie samo – bezwzględne przekonanie o wyższości jednej rasy nad drugą, że jeden człowiek może być władcą życia i śmierci całych pokoleń. Rasizm to rak, który toczy słabe ciało społeczeństw i zawsze prowadzi do tego samego – do zabijania i do poniżania.

Kolej podziemna to powieść ignorująca linearny czas historyczny. Losy Cory są niejako alegorią losów wszystkich ludów zniewolonych. W powieści znajdziemy nawiązania do losów Anny Frank, wątki inspirowane losami postaci, które istniały naprawdę jak Elijah Lander, który w powieści uosabia wielowiekowe dążenia czarnej ludności ku emancypacji i wyzwoleniu.

Niezwykle ważnym wątkiem w powieści Whiteheada jest wątek dziedzictwa. Książka opisuje losy trzech pokoleń kobiet – babki (Ajarry), matki (Mabel) i córki (Cory). Feministyczny dyskurs już od dawna zastanawia się nad dziedziczeniem bólu i cierpienia, z którego to zaklętego kręgu niezwykle trudno jest się wyrwać. Cora rodzi się na plantacji bawełny. Nie zna życia innego niż życie w zniewoleniu. Nie potrafi czytać, nigdy niczego jej nie uczono poza posłuszeństwem wobec białych i ciężką pracą. Jej babka i matka pozostawiają jej jednak maleńki skrawek ziemi, którą każda z nich uprawiała w swoim czasie. To symbol dziedzictwa wieloznacznego – uprawy, która nie zawsze daje owoce, pracy fizycznej, cyklicznej powtarzalności, powrotu do tej samej opowieści o ludzkim losie – o narodzinach, dorastaniu i zniewoleniu, które są przypowieścią o losie człowieka w ogóle.

W trakcie ucieczki Cora urasta jednak do postaci więcej niż wyemancypowanej – do silnej, świadomej swego losu kobiety, nieutraszonej, lecz przede wszystkim mądrej. Nie dręczą ją wyrzuty sumienia, a w każdym razie nie w takim stopniu, jak czytelnik myśli, że powinny, kiedy Cora ucieka się do morderstwa, aby ocalić życie. Jej wiedza wykracza poza jednostkowe doświadczenie. Cora po prostu wie, czym jest konieczność i odrzuca brzemię bycia ofiarą.

Znamienny jest fragment opisujący, jak bohaterka zatrudniona jest w muzeum amerykańskiej historii i występuje w różnych inscenizacjach w charakterze rekwizytu. To chyba najcelniejszy opis współczesnego dyskursu o tym, czym było niewolnictwo. Czarna kobieta jest w nim przedmiotem, częścią tła, fragmentem scenografii. Cora poprzez czas patrzy więc na tych, którzy patrzą na nią. Schodzi ze sceny, aby stać się podmiotem historii, Człowiekiem, który owszem, z historią wygrać nie może, ale może się za to z nią zmagać, może się jej wymykać, choćby za cenę życia.

 

 

Komentarze (2)

Dodaj komentarz
  • pharlap

    Dziękuję za ciekawą recenzję, postaram się przeczytać.
    Korzystając z okazji kilka uwag na marginesie.
    1. Książki o losie czarnych niewolników w Ameryce. Za moich czasów, czyli 70 lat temu, była to Chata wuja Toma.
    Kiedyś mieszkałem w hostelu ze studentami z Nigerii. Spytali czy znam tę ksiązkę, potwierdziłem i pochwaliłem. Byli bardzo niezadowoleni. Rzecz w tym, że bohater książki umiera zakatowany przez białego pana, umiera pokornie, w nadziei na zycie wieczne w niebie.
    Chodziło im o ten brak buntu, walki. To książka wzywajaca do współczucia, my nie chcemy współczucia, my chcemy równych praw.
    2. Powstanie USA, niezależność od Wielkiej Brytanii. Wszelkie źródła podają, że przyczyną, a raczej pretekstem, była redukcja cła na herbatę.
    Byłem na dyskusji gdzie kilka osób zwróciło uwagę na inną przyczynę. W Wielkiej Brytanii w XVIII wieku trwała kampania na rzecz zniesienia niewolnictwa. Oficjalnie zniesiono je w 1833 roku. Dzięki uzyskaniu niepodległości USA korzystało z niewolnictwa oficjanie o 30 lat dłuzej, faktycznie jeszcze dłużej.
    Pozdrawiam.

  • anetakruk

    A ja bardzo dziękuję za ciekawy komentarz. Właśnie bohaterka Whiteheada jest bohaterką, która nie czuje pokory, nie czeka na życie wieczne, przeciwnie. W książce jest wprost napisane, że Cora nie była zbyt religijna. Biali wykorzystywali Biblię do panowania nad niewolnikami.
    Owszem, niewolnictwo można łatwo wytłumaczyć potrzebami ekonomicznymi, ale moim zdaniem, jest w tym coś więcej. Jakaś ciągła potrzeba udowadniania, że jedna rasa jest ponad drugą, że jest w czymś lepsza.
    Pozdrawiam serdecznie!

© krytycznik
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci