', 'auto'); ga('send', 'pageview');
Menu

krytycznik

Blog o współczesnym świecie - o serialach, filmach i książkach. O polityce, kulturze, socjologii, zombie, końcu świata, rasizmie, feminizmie i o wszystkim tym, co podnosi nam ciśnienie. O popkulturze - krytycznie.

OTCHŁAŃ, KTÓRA PATRZY NA NAS, czyli "Mindhunter"

anetakruk

mindhunterserial 

 

Serial "Netflixa" jest jak dobre, czerwone wino. Przede wszystkim najważniejszy jest rocznik – świetny, koniec lat siedemdziesiątych. Smak? Wytrawny, lekko kwaskowaty, kolor głęboki, pełen odcieni. Problemem jest jedynie wysoka zawartość alkoholu i ryzyko, że po przedawkowaniu będzie się nam kręciło w głowie, a na drugi dzień obudzimy się z kacem.

Wreszcie Netflix nakręcił serial, który jest w pełni skierowany do takich widzów jak ja – którzy widzieli już niemal wszystko, szybko się nudzą, ale mimo wszystko doceniają stare konwencje przełożone na współczesny język.

Mindhunter należy do tych seriali, które nie rozpieszczają widza szybko toczącą się fabułą czy zwrotami akcji. Jest to serial, który ma swój niepowtarzalny klimat, świetnie zarysowanych bohaterów i niepokojącą tematykę. Właśnie, tematyka. Mieliśmy już filmy, książki i seriale o specjalnych komórkach FBI, które ścigają seryjnych morderców. Mieliśmy już wyrafinowane opowieści o ich życiu i dzieciństwie, mniej lub bardziej głębokie analizy ich postępowania. Mindhunter jest jednak czymś więcej, niż tylko kolejną historią o badaniach nad psychopatycznymi sadystami. To zwierciadło, w którym możemy się przejrzeć, aby zadać sobie pytanie – dlaczego owe historie tak bardzo nas fascynują?

Nietzsche twierdził, że kiedy patrzymy w otchłań, ona również patrzy na nas. To chyba najtrafniejszy cytat, który mógłby towarzyszyć tej nowej produkcji Netflixa. W otchłań patrzą nie tylko doskonale zarysowani i zagrani bohaterowie – Holden Ford (Jonathan Groff), doktor Wendy Carr (Anna Torv) i Bill Tench (Holt McCallany), ale patrzymy w nią także i my, widzowie. Mindhunter wciąga widza w psychologiczną grę, łudząc go, że fascynacja brutalnymi morderstwami i wchodzenie w skomplikowane relacje z ich sprawcami, nie mają negatywnych konsekwencji. Konsekwencje jednak są, choć każdy z bohaterów, włącznie z widzem inaczej na nie reaguje.

Akcja serialu zaczyna się w 1977 roku, czyli niemal dekadę po tym, jak religijna grupa Charlesa Mansona Rodzina (The family) dokonała głośnego na cały świat morderstwa żony Romana Polańskiego Sharon Tate i czwórki gości, którzy przebywali wówczas w wynajętej przez Polańskiego willi w Beverly Hills w Kalifornii. Po raz pierwszy wówczas FBI zaczyna mierzyć się ze zbrodniami, których przyczyny trudno wyjaśnić racjonalnie. Ponad trzydzieści lat po wojnie, która naznaczyła zachodni świat, po której mozolnie odbudowywano podstawy racjonalności ludzkich poczynań, spece od kryminalistyki zaczynają badać i analizować zbrodnie, których przyczyną nie jest kłótnia rodzinna, rabunek, ani nienawiść na tle rasowym. Przyczyny takiego postępowania morderców, którzy zabijają regularnie, według określonego schematu kilka, kilkanaście, lub w przypadkach ekstremalnych nawet kilkadziesiąt zupełnie obcych sobie ofiar, są zupełnie nieznane i przeczą logice, która wówczas leżała u podstaw wszystkich schematów postępowań zarówno policji jak i FBI.

Jeden z trzeciorzędnych bohaterów, którego Holden Ford spotyka w pierwszym odcinku serii, mówi nawet o nowej epoce kryminalistyki, w której ludzie zabijają bez powodu innych ludzi, których nawet nie znają. Jest to opinia dyskusyjna, wiemy skądinąd, że seryjni mordercy istnieli zawsze gdzieś na marginesie naszego społeczeństwa. Mimo to słowa te uderzyły mnie z zupełnie innego powodu. Z całą pewnością bowiem scenarzyści Mindhunter sięgają w przeszłość do początków nowej epoki, ale nie jest to wcale epoka seryjnych morderców, lecz epoka naszej fascynacji seryjnymi mordercami. Dlatego właśnie uważam, że serial ten genialnie psychoanalizuje nie psychopatycznych zabójców lecz nas samych i naszą współczesną kulturę zafascynowaną krwią i przemocą. Niemal dokładnie rok temu zastanawiałam się na łamach tego bloga nad tym, jak zabija dla nas popkultura

0006GHA20UBXTB2FC122

 

Pisałam wtedy o niezwykle popularnej serii The walking dead i bardzo brutalnego, pierwszego odcinka nowego sezonu, w którym, ku uciesze fanów, zginął jeden z głównych bohaterów. My, widzowie lubimy brutalne zabójstwa. Lubimy krew, nawet jeśli jest to krew naszych ulubionych postaci, czego dowodzi niezwykła popularność Gry o tron, w której także trup ściele się gęsto. Pośrednio o tym właśnie opowiadał jeden z najlepszych seriali zeszłego sezonu – Westworld. Tematyki tej dotyka także Mindhunter.

Od pierwszej do ostatniej sceny jest to opowieść o relacjach między agentami FBA a niebezpiecznymi zabójcami. Relacje te są prowadzone na cienkiej granicy między racjonalnością a szaleństwem, między tym, co dozwolone a tym, co zakazane, w pewnym momencie owa granica zaczyna się niebezpiecznie zacierać i oto najcenniejszy wątek tej serii – genialnie, niemal niezauważalnie dla widza przeprowadzona przemiana głównego bohatera. Problem polega jednak na tym, że widzowi bardzo łatwo jest utożsamić się z Holdenem Fordem i kiedy nagle dostrzegamy, kim Ford się staje, jest już za późno.

Widz wchodzi w relacje w siedzącymi w więzieniu zabójcami na równi z bohaterem, jest ich ofiarą ale i odnajduje w sobie cząstkę ich szaleństwa. Zmusza nas to zadawania sobie pytań – co właściwie fascynuje nas w tych makabrycznych historiach o odcinaniu głów, krwawych gwałtach i długiej agonii ofiary? Styl prowadzonej narracji sprawia, że relacja widza z bohaterami staje się intymna, osobista. Spoglądamy w otchłań, która spogląda na nas. To bardzo niepokojące doświadczenie.

DMShidgVQAAAw_X 

 

Warto obejrzeć Mindhunter także dla świetnie napisanych, kobiecych postaci. Obie – zarówno Debbie Mitford jak i doktor Wendy Carr są bohaterkami ciekawymi, nietuzinkowymi, których rozwojowi chętnie się przyjrzę w następnym sezonie. Muszę przyznać, że pomysł, aby dać widzom możliwość spojrzenia na wszystkie wydarzenia okiem inteligentnej socjolożki, jaką jest Debbie, to pomysł genialny. Jej słowne potyczki z Fordem bardzo mi się podobały i podobał mi się też pomysł na Debbie, która jest od początku do końca osobowością niezależną, otwartą i mądrą, choć czasem równie irytującą co Ford.

Obejrzałam wszystkie dziesięć odcinków Mindhuntera w zasadzie za jednym zamachem, co i Wam radzę, bo z filmem tym jest tak jak z winem – przyjemnie go się sączy w jesienne wieczory, można go nawet nadużywać do późnej nocy, tylko rano potem trochę głowa boli od długiego wsłuchiwania się w rozmowy o tym, do czego człowiek jest zdolny, aby skrzywdzić drugiego człowieka.

 

 

 

 

 

 

© krytycznik
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci