', 'auto'); ga('send', 'pageview');
Menu

krytycznik

Blog o współczesnym świecie - o serialach, filmach i książkach. O polityce, kulturze, socjologii, zombie, końcu świata, rasizmie, feminizmie i o wszystkim tym, co podnosi nam ciśnienie. O popkulturze - krytycznie.

WSPOMNIENIA I PAMIĘĆ, czyli "Blade Runner 2049"

anetakruk

 

 

tumblr_static_26osk19e9qck84sgcwogsw88w

Dawno już nie wyszłam z kina pełna tak mieszanych uczuć jak po seansie Blade Runner 2049. Podstawowe pytanie, czy film mi się podobał, w ogóle nie wchodzi w grę, to nie ta kategoria. Zadajmy więc inne pytanie – czy dostałam od twórców, reżysera i aktorów to, czego się spodziewałam? Owszem dostałam, kłopot jednak w tym, że wszystkiego dostałam w nadmiarze.

Film jest dosłownie nasycony znaczeniami, nawiązaniami i podtekstami, w które widz zanurza się najpierw z ciekawością, potem z coraz większą przyjemnością, aby w kulminacyjnych momentach fabuły poczuć, że tonie, że brak mu oddechu, co doskonale zsynchronizowane jest z akcją w filmie. Gdyby ów natłok pozawerbalnych treści miał na celu wyłącznie zrobienie wrażenia na widzach, poczułabym się oszukana. Ale towarzyszy temu bardzo oszczędna gra aktorska (tak, co za ulga, Ryan Gosling zdał egzamin), oraz fascynujące, dłużące się sceny, w których prawie nigdy nie występuje więcej niż dwóch aktorów. Owa prawie teatralna struktura scen ma dwie zalety i dwie wady. Po pierwsze widz skupia się na interakcji między poszczególnymi bohaterami, co jest fundamentalne dla tematyki filmu. Fabuła przewiduje całą hierarchię istnień – od władcy i kreatora Wallace'a, poprzez biologicznych ludzi, aż po replikantów nowej i starej generacji, na obdarzonych sztuczną inteligencją hologramach skończywszy. Tutaj pytaniem nie jest już, co różni człowieka od replikanta, pytanie jest szersze – co jest właściwie pierwiastkiem człowieczeństwa? Widz szuka zatem odpowiedzi w każdej postaci, mając do dyspozycji długie dialogi poszczególnych bohaterów. Drugą zaletą scen, w których występują tylko dwie postacie jest to, że widz ma sporo czasu, aby kontemplować okolice i scenografie, co jest przyjemnością samą w sobie porównywalną do tej, z jaką oglądamy zapierające dech w piersiach krajobrazy lub dzieła sztuki. Mnie najbardziej utkwiły w pamięci obrazy monstrualnych blokowisk poprzecinanych wąskimi, zalanymi deszczem uliczkami, którymi przechadzały się ogromne holograficzne reklamy.

Ograniczenie ilości postaci w poszczególnych scenach ma też jednak swe wady. Po pierwsze film się dłuży i dłuży się nie dlatego, że brak w nim treści, ale dlatego, że treści tych należy szukać, film wymaga od widza współpracy i koncentracji, a na to nie każdy jest gotowy. Byłam na seansie razem z małą grupką przyjaciół Włochów i wszyscy zgodni byli co do tego, że z filmu trzeba wyciąć niektóre sceny. Problem w tym, że każdy uważał za zbędny inny wątek i każdy miał na swoją poparcie swej tezy niezłe argumenty.

Drugą wadą jest to, że aktorskie niedociągnięcia nie mogą się ukryć przed czujnym okiem widza. Żadna kreacja w tym filmie nie jest co prawda wybitna, ale wszystkie są na wysokim, lub co najmniej zadowalającym poziomie. Najbardziej zaskakuje Ryan Gostling, który dżwiga zasadniczą część fabuły na swoich barkach i trzeba przyznać, że jego rola jest zagrana w sposób powściągliwy i dojrzały.

Skoro piszę pozytywnie o filmie, skąd moje mieszane odczucia po wyjściu z seansu? Film ma pewną niesłychanie rzadką właściwość wprawiania widza w emocjonalne drganie, które nie związane jest zupełnie z akcją ani z bohaterami. Sceny piękne i zachwycające przeplatają się ze scenami irytującymi, balansującymi na granicy groteski. Zachwycający prolog do scen w Las Vegas z imponującą muzyką Hansa Zimmera, z przytłaczającymi statuami kobiecych postaci jest kompozycją niemal idealną. Krótko po niej następują jednak sceny walki między łowcą androidów (Ryanem Goslingiem) a Rickiem Deckardem (Harrison Ford), którzy biją się na psychodelicznym tle tańczących i śpiewających ikon z pierwszych dekad ubiegłego wieku – Elvisa Presley'a czy Franka Sinatry. Scena ta niepokojąco ocierała się o pastisz, ujmując w cudzysłów właściwie całą akcję i pozostawiła mnie, widza z niepokojącym uczuciem irytacji.

blade2

 

Podobną złość wywoływały we mnie sceny z głównym konstruktorem nowej generacji replikantów – Nianderem Wallacem, którego zagrał Jared Leto. Muszę tu uczciwie napisać, że była to rola najbardziej rozczarowująca ze wszyskich, choć wiem, że pewnie narażę się kilku osobom. Sceny pokazujące relacje Wallace'a z jego własnymi stworzeniami były co prawda wizualnie i artystycznie przepiękne, ale wolałabym, gdyby Wallace był niemową raczej niż ślepcem, bo jego monologi były sztuczne, zawiłe i dość mętne. Dużo ciekawiej problem relacji kreator-tworzywo został pokazany w Westworld, o którym pisałam w "krytyczniku" wiele razy. Sceny w baśniowych, wizjonerskich scenografiach włości Wallace'a były za mało mięsiste, zbyt mechaniczne, wystudiowane i pozbawione emocji.

Muszę jednak podkreślić, że najmocniejszymi stronami filmu są zdjęcia (Roger Deakins), scenografie (Dennis Gassner) i reżyseria (Denis Villeneuve). Niesłychanie inspirująca jest także muzyka Hansa Zimmera, ale, być może ze względu na zbyt głośne ustawienia w kinie, w którym film ten oglądałam, miałam czasem wrażenie, jakby muzyka przytłaczała całą resztę. Bardzo jestem ciekawa, czy Wasze wrażenia będą podobne.

Na koniec zadajmy sobie pytanie – o czym właściwie jest Blade Runner 2049? Otóż, najkrócej rzecz ujmując, jest to film o pamięci. To wspomnienia okazują się nas definiować, ale wspomnienia są okruchami, cząstkami prawdy, do pełni której nikt z nas nigdy dostępu mieć nie będzie. Pamięć tym bardziej wydaje się nas uczłowieczać, im jest bardziej ułomna, niepełna, czy bolesna. Odkrywanie prawdy to odkrywanie kolejnych wspomnień, a film jest jedym wielkim dialogiem z przeszłością. Blade Runner Denisa Villeneuve'a odwołuje się do swego wielkiego poprzednika, do kultury w ogóle, oraz do tego, jak przeszłość wyobrażała sobie przyszłość. Uważny widz wyłapie cały szereg nawiązań do popkultury, oryginalnego Blade Runnera z 1982 roku, czy do literackiego pierwowzrou dla obu tych produkcji - powieści Czy androidy śnią o elektrycznych owcach? Philipa K. Dicka z 1968.

Z całą pewnością obejrzę film Villeneuve'a po raz drugi, z większą uwagą i być może pokuszę się o dokładniejszą analizę zawartych w nim treści. Narazie cieszę się tym, że kino wciąż może wywoływać we mnie wiele emocji - dobrych i złych. Takie kino jest najlepsze.

 

Komentarze (16)

Dodaj komentarz
  • Gość: [Suchy] 95.91.205.*

    Bardzo ciekawa recenzja. Filmu nie ogladalem ale tworczosc P.Dicka i poprzednia wersje filmu znam. Wzbudzilas moja ciekawosc tym artykolem, moze uda mi sie obejrzec film w orginalnym jezyku. Pozdawiam.

  • anetakruk

    To był bardzo ciekawy film. Polecam serdecznie! Pozdrawiam również.

  • anky76

    Lata temu zakochałam się w filmie "Blade Runner" już po pierwszym seansie. Zachwyciło mnie w nim wszystko - muzyka, bohaterowie, wykreowany świat i opowiedziana w nim historia. Na kontynuację czekałam z wielką niecierpliwością, podsycaną zwiastunami, do kina pobiegłam w pierwszych dniach po jej wejściu na ekrany. Niestety, mam identyczne co autorka blogu mieszane uczucia po obejrzeniu filmu. Zgadzam się we wszystkich kwestiach co do jego odbioru - mnie również zachwycała strona wizualna a przeszkadzały szczegóły w rodzaju miażdżąco-ryczącej muzyki (to raczej nie jest kwestia ustawienia dźwięku w kinie) czy dłużyzny niektórych scen. Nie mogę też odżałować, że tak ciekawa w założeniu postać jak Wallace została zmarnowana bełkotliwymi wręcz monologami. Miałam wrażenie, że to co miało być filozoficzną refleksją nad sensem życia zmielono na niestrawną papkę słowną. Żałuję, bo moim zdaniem przez te niedociągnięcia "Blade Runner 2049" nie ma szans dorównać popularnością poprzedniej części, jest po prostu słabsza.

  • Gość: [xxx] *.adsl.inetia.pl

    Pastiż??? Wstyd, droga recenzentko.

  • anetakruk

    Wstydzę się i naprawiam błąd. Pozdrawiam.

  • tyl33

    To zabawne, bo jestem właśnie po filmie i zaraz biorę się za swoją recenzję na blogu. Z większością się zgadzam, choć uważam, że dla przeciętnego Kowalskiego ponad dwie godziny będą ponad jego możliwości, osobiście nie zasnąłem. Wyciąłbym wiele również. Pozdrawiam

  • anetakruk

    Recenzję z przyjemnością przeczytam. Nadal nie potrafię zdecydować, czy wycięłabym jakieś sceny. Film zdecydowanie nadaje się do obejrzenia po raz drugi. Pozdrawiam!

  • tyl33

    Nigdy nie oglądam filmów dwa razy, no chyba, że moje ulubione "Pulp fiction" Tarantino. Podobał mi się ale nie na tyle by obejrzec drugi raz.

  • Gość: [Adam] *.ip4.greenlan.pl

    A ja oglądam kilka (naście) filmów wiele razy. Znachora (wersja z 1981r.) widziałem z 10 razy. Gwiezdne wojny pewnie 20 razy. Czekam z niecierpliwością na premierę BR bo nie mam czasu iść do kina.

  • anetakruk

    Ja "Gwiezdne wojny" obejrzałam tyle razy, że nie potrafię tego zliczyć. "Blade Runnera" oryginalnego też widziałam kilka razy. Jeśli zaś chodzi o tego nowego, to chętnie wrócę do postapokaliptycznych krajobrazów po to, aby poszukać kilka detali i nawiązań, które w kinie mi umknęły. Lubię wracać do filmów, które wywołały we mnie emocje.

  • Gość: [Ludi] *.toya.net.pl

    Gilles Villeneuve w tagach, chyba chodziło o Denisa :-).
    Gilles był kiedyś bardzo dobrym kierowcą formuły 1

  • anetakruk

    Ha, ha, ha! Ale się uśmiałam! Dzięki, prawda! Na moje usprawiedliwienie podam to, że jestem okazjonalną fanką formuły 1. ;-) Już poprawione.

  • Gość: [gleen] *.internetdsl.tpnet.pl

    Dwie postacie pani redaktor nie postaci . Jak się to czyta to jakby trafiło się zębami na kamień.

    www.jezykowedylematy.pl/2012/08/dwie-postacie-czy-dwie-postaci/

  • Gość: [Boddoxx] *.my-it-solutions.net

    A ja byłem w sobotę na 'Twoim Vincencie" i polecam. To znakomity film.

  • Gość: [nowy] 204.8.219.*

    To nie ustawienia w kinie. To zbyt dobitna muzyka. W recenzji zabrakło mi emocji. Także o nich jest ten film.

  • anetakruk

    Na film "Twój Vincent" pójdę, jak tylko będzie dostępny we Włoszech, to jest około 16 października. Na pewno wtedy skrobnę na jego temat kilka zdań.
    W recenzji zabrakło emocji? Wydawało mi się, że wciąż o nich piszę - o zachwycie i o złości, jakie wywołały we mnie kolejne sceny.

Dodaj komentarz

© krytycznik
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci