', 'auto'); ga('send', 'pageview');
Menu

krytycznik

Blog o współczesnym świecie - o serialach, filmach i książkach. O polityce, kulturze, socjologii, zombie, końcu świata, rasizmie, feminizmie i o wszystkim tym, co podnosi nam ciśnienie. O popkulturze - krytycznie.

NIE-MOC DISNEYA, czyli Johnson i sabotaż intelektualisty (recenzja spoilerowa)

anetakruk

 jedi640x320

Przed seansem filmu Gwiezdne Wojny: Ostatni Jedi powinno się w kinach wyświetlać ostrzeżenie – "Uwaga! Treści przedstawione w filmie nie są przeznaczone dla widzów potrafiących samodzielnie myśleć". Poza tym powinno się wobec niego stanowczo stosować ograniczenie wiekowe i nie wpuszczać widzów mających więcej niż 18 lat. Dla ich własnego dobra.

Chyba nigdy nie wyszłam z kina tak upokorzona. Zła i rozczarowana też, ale to upokorzenie będzie dziś dla nas kluczem do tego, aby przeanalizować nowy, dziwny film Disneya, dla niepoznaki nazwanego Gwiezdnymi wojnami. Pozwolić Rianowi Johnsonowi zrobić ten film to tak, jakby pozwolić Melowi Gibsonowi nakręcić film o życiu i twórczości Margaret Atwood. Jak ktoś czegoś nie rozumie, nie docenia i lekceważy, to potem wychodzą takie kwiatki. Nie wystarczy kilka scen w kosmosie, Mark Hamill, oraz bezpośrednie, łopatologiczne nawiązania do "starej" trylogii, aby wyszło z tego coś dobrego.

Na początek – gra aktorska. Doprawdy nie wiem, kto wypadł gorzej. Carrie Fisher ani Mark Hamill nigdy nie należeli do wybitnych aktorów. Truizmem jest fakt, że Gwiezdne Wojny zaszufladkowały ich oboje. Doceniam jednak ich wielkie starania, aby Ostatni Jedi nie poległ zupełnie na obie łopatki. Jako jedyni chyba potraktowali cały ten filmowy projekt na poważnie. Dla nich był on okazją do zmierzenia się z własną legendą i przeszłością i mimo że nie zasługują pewnie na Oscara, to oglądanie ich na ekranie było jedynymi chwilami ulgi w czasie tej długiej, zbyt długiej męki. Nawet oni jednak nie mogli wynagrodzić widzom żenującego, kompletnie pozbawionego sensu scenariusza i groteskowych scen. Gdybym jednak miała wskazać najgorszą kreację filmu, to zdecydowanie byłaby to Laura Dern. Za każdym razem, kiedy pojawiała się na ekranie, miałam ochotę płakać z rozpaczy. Wszystko w tej postaci było złe i sztuczne – od wyrazu twarzy, przez wszystkie gesty, aż po każde, wypowiedziane przez nią słowo. Zbyt patetycznie, zbyt zamaszyście, zbyt kolorowo i groteskowo. W kategorii "najgorszy aktor w Ostatnim Jedi" konkurencja jest jednak duża. Kiedy tylko zobaczyłam na ekranie Domhnalla Gleesona (Gnerał Hux), nabrałam obaw, że ktoś zamiast Gwiezdnych Wojen, pokazuje nam Kosmiczne Jaja. Czy jest ktoś na sali, kto może mi wyjaśnić, co to ma być za postać? Śmieszna? Straszna? Trochę taka i taka? Pożal się Boże żarciki Poe Damerona (Oscara Isaaca), który "udawał", że nie słyszy odpowiedzi Generała Huxa były straszne. Miałam ochotę zapaść się pod ziemię z głębokiego zażenowania. Z resztą cały Ostatni Jedi przepełniony jest scenami na granicy własnej parodii. Można je wyliczać bez końca – Luke wyrzucający miecz za siebie, Luke dojący jakieś dziwaczne stworzenia, Leia żeglująca w otchłani kosmosu, telepatyczno-wirtualne spotkania Rey i Kylo, Luke korzystający z teleportacji, zupełnie niepotrzebna wizyta kilku postaci w kosmicznym kasynie, czy najbardziej niezręczny pocałunek w historii kina między Rose Tico (Kelly Marie Tran) a Finnem (John Boyega). Trudno się dziwić, że nawet tak doskonali aktorzy jak Benicio del Toro, grali skrępowani, jakby czuli, że całość widowiska jest na żenująco niskim poziomie, ale dla marki Gwiezdnych Wojen zdecydowali się robić dobrą minę do nomen omen złej gry.

Kochani miłośnicy Gwiezdnych Wojen otwórzcie oczy i wyjdźcie proszę z informacyjnej bańki, jaką w ciągu ostatnich lat nadmuchuje Disney. Przebudzenie Mocy i Łotr 1 były filmami przeciętnymi, Ostatni Jedi jest filmem bardzo złym. Tak złym, że mam nadzieję, że kogoś uda mi się do niego jednak zniechęcić.

Kiedy wyszłam z kina po seansie Przebudzenia mocy, czułam, że nie potrafię uczciwie ocenić filmu. Owszem, nakręcony był zgrabnie, o niebo zręczniej od Ostatniego Jedi, żarty były śmieszne, scenariusz zadowolił mnie na tyle, abym ja, ortodoksyjna fanka oryginalnych Gwiezdnych Wojen nie miała powodów do narzekań – było mrocznie, lekko i z przytupem. J. J. Abrams wymigał się jednak od odpowiedzi na najważniejsze pytanie, uciekł od niego tchórzliwie, bojąc się zmierzenia z tematem.

Czym dziś, pod koniec drugiego dziesięciolecia XXI wieku jest Moc? Jak ją opisać we współczesnym kinie? Jak zaczarować widza, aby nie przenosić go w czasie do przełomu lat 60 i 70, czyli do początków New Age, ale aby dopisać do jej magicznej historii nowy rozdział? Byłam cholernie ciekawa, jak Disney zmierzy się z tym problemem. Tajemnicą Gwiezdnych Wojen jest bowiem nie tylko dobra zabawa, świetne postacie takie jak Han, Luke czy Leia, ale właśnie Moc – to ona spaja wszystkie światy stworzone w uniwersum Georga Lucasa, to ona sprawiła, że dzisiaj na całym świecie są tysiące wyznawców religii Jedi, a miliony na całym świecie kochają ten film miłością irracjonalną tak, jak kocham go ja. Widziałam w tym zagadnieniu furtkę dla nowej epoki kina – epoki „postcynizmu”, w którym kino, zabiwszy wszystkie ideały i wszystkich bohaterów, mogło zacząć odbudowywać coś na kształt nowej wiary w przyszłość – innej, nie naiwnej i banalnej z końca lat 90, ale świeżej i przemyślanej. To miało być kino, w którym wielki bohater mojego dzieciństwa Luke Skywalker przekazuje pałeczkę młodej dziewczynie, nowemu pokoleniu, ucząc jej, że "gniew, strach, agresja – to są ciemne strony Mocy", jak generację wcześniej Yoda uczył Luka. Luke był młodym chłopcem, pełnym obaw i emocji. Jakie zaś jest miejsce w popkulturze postaci tak jednoznacznej i papierowej jak Rey? Jakim przeciwnościom musiała stawić czoła, jakim wątpliwościom? Jakie słabości musiała zwalczyć w samej sobie?

Piszę krytycznik od prawie półtora roku i bardzo często piszę o bohaterach. Nie ma więzi silniejszej między widzem a opowieścią jak bohater. Wszystko inne – efekty, dobra fabuła, dialogi - jest trzeciorzędne, to bohater jest sercem każdego filmu czy serialu. Możemy go lubić, kochać lub nawet nienawidzić, możemy go rozumieć, możemy się z nim utożsamiać, lub możemy z nim utożsamiać nasze najgłębsze strachy lub frustracje, najważniejsze, aby wydał nam się prawdziwy. Rey nie wykazała się niczym szczególnym poza byciem "sympatyczną" w Przebudzeniu Mocy. W Ostatnim Jedi jest jeszcze gorzej – jej osobowość jest rozpaczliwie przeciętna, płaska, pozbawiona jakiegokolwiek dramatyzmu, Rey nie ma słabości, nie ma silnych punktów, nie ma właściwie przyjaciół, ani szczególnych więzi z nikim. Przez długie nużące 152 minuty Ostatniego Jedi pozostała dla mnie kompletnie obca i obojętna. Reżyser i scenarzysta Rian Johnson zastawił na nas, inteligentnych widzów pułapkę, ujawniając pochodzenie Rey. Można do tego oczywiście dopisywać setki stron domorosłych filozofii. Jednak nic nie zmieni faktu, że bohater nie staje się bohaterem z racji swego pochodzenia, ale przez drogę, którą przechodzi, przez przemiany, pułapki i próby.

Imperium kontratakuje było mitologiczną opowieścią o tym, jak bohater Luke Skywalker zmierza ku klęsce mimo ostrzeżeń Yody i mimo jego nauk. O czym właściwie jest Ostatni Jedi poza najgorszym chwytem poniżej pasa, jaki można było zastosować, czyli śmiercią  Luke'a? Wielu widzów liczyło się z tym, że Luke może zginąć, ale reżyser z sadystycznym zacięciem bawi się z nami w kotka i myszkę. Myślicie, że wasz bohater zginie w walce? Myślicie, że zginie pod ostrzałem nieprzyjaciela? O nie, zginie, kiedy już będziecie pewni, że jest bezpieczny. To śmierć bezsensowna i włączona w fabułę tylko po to, aby "zaskoczyć" widza. Motyw uśmiercania bohaterów stał się tak oto własną parodią – tak przewidywalny, że aż irytujący.

Ten tekst stał się na tyle długi, że nie starczy mi tutaj miejsca, aby ponarzekać na głupią, fragmentaryczną fabułę, kulejącą, nudnawą akcję, czy bardzo złe i sztuczne dialogi. Nie ma w tym filmie ani jednej rzeczy, którą mogłabym pochwalić. Poza muzyką Johna Williamsa, oczywiście.

Mam takie wrażenie, jakby Rian Johnson, reżyser inteligentny, laureat Sundance 2005 zastosował wobec nas, widzów jakiś osobliwy sabotaż jakby chciał zdekonstruować Gwiezdne wojny, obnażyć wszystkie ich słabości, dać do ręki krytykom tego filmu narzędzia, aby mogli twierdzić z jeszcze większą pewnością, że to naiwny, pozbawiony sensu film o niczym, przeznaczony wyłącznie dla dzieci zafascynowanych laserowymi pistoletami i kosmicznymi niszczycielami. Może z resztą ma on rację? Może nawet mnie przekonał? Może od lat wracam do tego filmu nie dla jego magii ale dla tych cholernie niebieskich oczu Marka Hamilla. Może zatem pora dorosnąć?

 

Komentarze (27)

Dodaj komentarz
  • Gość: [Ssgl] *.wtvk.pl

    Ortodoksyjna fanka gwiezdnych wojen, brzmi jak tania reklama zupek chińskich w dyskoncie. Film jest bardzo dobry, inny niż wszystkie pozostałe. Jestes zniesmaczona, bo nie było tego co sobie zaplanowałaś. Ja na SW chodziłem juz w latach 80-tych za komuny, to były inne czasy. Nowa odsłona jest taka, jaka jest rzeczywistość nas otaczająca. Nie ma już filmów z kiepskimi efektami. Jedno jest pewne, gdyby Disney nie kupił Lucasfilm to byśmy nigdy nie zobaczyli już SW. Obejrzałem statą trylogię tysiące razy przez ponad 30 lat i jak dla mnie TLJ jest teraz numerem 1. Przeczytałem większość książek ze zlikwidowanego EU, 90% to szmira i najlepsza decyzja jaką mógł Disney zrobić to zlikwidować EU. Swietnie rozwiązana historia TLJ, z ogromnym potencjałem na finał w IX. Jak się nie podoba to nie chodzić do kina, a tym bardziej nie zniechęcać innych. Słaba ta recenzja, to tylko film, niektórzy ludzie za bardzo uwierzyli, że Moc jest w nich silna. P.S. Moc nie istnieje.

  • Gość: [Tilian] *.play-internet.pl

    O co ci chodzi, dziewczyno? Tobie i podobnym narzekaczom i hejterom SW?
    Przy TFA marudziliście, że malpuje TNH, teraz kiedy poszło w trochę innym kierunku też Ci nie pasuje.

    Wytłumnacz mi, bo ja fenomenu tego jeżdżenia po SW nie rozumiem - czego Ty do jasnego diabła od tych filmów chcesz?

  • Gość: [Max Werner] *.dynamic.gprs.plus.pl

    Mam to samo uczucie, co Ty po tym byle jakim filmie :-(

  • Gość: [Luk] *.dynamic.chello.pl

    Jak dla mnie to po przeczytaniu tej "recenzji" powinnaś mieć zakaz wstępu do kina.

  • Gość: [MagArt] *.play-internet.pl

    Te filmy nigdy nie miały głębi intelektualnej filmów np. Bergmana. To raczej bajki o odwiecznej walce dobra ze złem. Coś jak western w kosmicznych realiach, kosmiczne fantasy. Nigdy nie oczekiwałem cudów i nigdy się nie zawiodłem...

  • Gość: [Sake] *.centertel.pl

    Bardzo trafna recenzja.

  • Gość: [Abs] *.play-internet.pl

    Skończyłem czytać jak dotarłem do akapitu że ŁOTR 1jest przeciętny...poza tym takie recki zamulają mnie potwornie i mam teraz do siebie żal , że wziąłem się za czytanie tego czegoś

  • Gość: [Dio] *.dynamic.gprs.plus.pl

    Lotr był zarabisty. A przebudzenie mocy to kicz. TLJ nie oglądałem. Nie mam oczekiwań i szkoda kasy na Disneya. Poczekam na piratów.

  • Gość: [Danny] *.neoplus.adsl.tpnet.pl

    Idziesz na film dla nastolatków, a potem czujesz się zawiedziona, że brak mu głębi intelektualnej. SW była i jest dość prostą rozrywką. I w niczym nie zawodzi. To nie Woody Allen.

  • Gość: [T73] *.nat.umts.dynamic.t-mobile.pl

    Zgadzam się z recenzją. Film jest nędzny, nie warto iść do kina. Zawiodłem się bardzo. Może nie jestem jakimś fanatycznym fanem, ale oglądałem wszystkie części, i ta jest jednak najsłabsza. Lewitująca Księżniczka Leia to cios poniżej pasa.

  • Gość: [koncentracjamiary] *.ipv4.supernova.orange.pl

    Ten film jest niezły i nie ma sensu płodzenie tego typu artykułów, albo człowiek ma ochotę na zabawę i wybiera GW, albo poszukuje irańskich dramatów o cięciu żyletką. Moim zdaniem drewniane aktorstwo i wątła intelektualnie fabuła są charakterystyczne dla całej serii, co raczej nie przeszkadza w zabawie.

  • Gość: [Fanka_przez _całe _życie] *.izacom.pl

    Sorki, ale autorka to nawet nie ortodoksyjna fanka SW. To po prostu hejterka przez wielkie H.
    Jestem fanką Starych Gwiezdnych wojen i starego Expendet Univers. Wiałam tamtą historię od obecnego kanonu, zwłaszcza pozafilmowego, ale nawet ja mimo całego zawodu jakim było dla mnie TFA uważam, że łotr był GENIALNY, a TLJ był bardzo dobrym filmem w klimatach SW, owszem mającym pewne mankamenty, ale nadal dobrym. Ciekawie pomyślanym i ciekawie poprowadzonym i dobrze zagranym zwłaszcza przez starsze pokolenie aktorów. Jego jedynym problemem lub raczej problemem całej trylogii jest brak ciągłości decyzyjnej co do kierunku w jakim rozwija się fabuła. TLJ neguje i ucina niektóre wątki zaimplementowane w TFA, bo nie podobały się reżyserowi, lub bo ten chciał ludzi zaskoczyć. Obawiam się też, że w EIX dostaniemy znów odwracanie Banthy ogonem. Ta sama sytuacja miał miejsce w starym EU, w cyklu Nowa Era Jedi, gdzie kilku autorów kłóciło się między sobą, o to jak powinna wyglądać ta seria, a swoich dzieł używali jak broni. Postacie miały emocjonalną czkawkę, fabuła się nie kleiła i bardzo doby pomysł na serię został dość mocno zepsuty. Szkoda tylko że Disney, mimo kasacji starego EU nie wyciągnął wniosków z jego błędów.

  • Gość: [Fanka_przez _całe _życie] *.izacom.pl

    * (kliknęłam "wyślij", a nie "podgląd")

    Sorki, ale autorka to nawet nie ortodoksyjna fanka SW. To po prostu hejterka przez wielkie H.
    Jestem fanką Starych Gwiezdnych Wojen i starego expanded universe. Uwielbiałam tamtą historię od obecnego kanonu, zwłaszcza pozafilmowego, ale nawet ja mimo całego zawodu jakim było dla mnie TFA uważam, że łotr był GENIALNY, a TLJ był bardzo dobrym filmem w klimatach SW, owszem mającym pewne mankamenty, ale nadal dobrym. Ciekawie pomyślanym i ciekawie poprowadzonym i dobrze zagranym zwłaszcza przez starsze pokolenie aktorów. Jego jedynym problemem lub raczej problemem całej trylogii jest brak ciągłości decyzyjnej co do kierunku w jakim rozwija się fabuła. TLJ neguje i ucina niektóre wątki zaimplementowane w TFA, bo nie podobały się reżyserowi, lub bo ten chciał ludzi zaskoczyć. Obawiam się też, że w EIX dostaniemy znów odwracanie Banthy ogonem. Ta sama sytuacja miała miejsce w starym EU, w cyklu Nowa Era Jedi, gdzie kilku autorów kłóciło się między sobą, o to jak powinna wyglądać ta seria, a swoich dzieł używali jak broni. Postacie miały emocjonalną czkawkę, fabuła się nie kleiła i bardzo doby pomysł na serię został dość mocno zepsuty. Szkoda tylko że Disney, mimo kasacji starego EU nie wyciągnął wniosków z jego błędów.

  • Gość: [mist2134] *.10-1.cable.virginm.net

    na reszcie ktos myslacy a nie belkoczacy za disnejowskim PRem, zgadzam sie ze wszystkom co powiedzalas, niech moc bedzie z nami

  • Gość: [czekolad] *.79.199.163.atman.pl

    Ja pierdzielę. Jaka zgorzkniała i sfrustowana kobieta.... Uśmiechnij się, dziewczyno. Ja bardzo dobre się bawiłem na tym filmie. Przeżywałem go od pierwszej do ostatniej minuty, uśmiałem się kilka razy, a kilkakrotnie się wzruszyłem. Świetny epizod. Przecież dobrze czasem poczuć się jak dziecko, odmłodnieć i dać się zaczarować. Nie wiem, może nie miałaś przyjemnego dzieciństwa i jak ktoś Ci oferuje powrót do niego, to nie rodzą się w Tobie miłe skojarzenia

  • Gość: [xavras] *.centertel.pl

    W pełni zgadzam się z artykułem. Brak spójności akcji, słabe dialogi, zwierzątka umieszczone w scenariuszu tylko po to by przemysł zabawkarski miał co produkować. No i wisienka na torcie - Luke dojący "coś" na skale - żenada.

  • Gość: [Jerzy] *.dynamic.gprs.plus.pl

    Byłem na TLJ dwa razy. Po pierwszym seansie miałem mieszane uczucia, ale generalnie film mi się podobał (poza lewitującą Leią i bezsensowną śmiercią Luka). Podczas drugiego seansu czekałem aż się skończy... Zrobiono z TLJ film akcji, który jak już raz zobaczysz to drugi raz nie ma sensu oglądać. Zaskakujące zwroty akcji są fajne, ale za pierwszym razem. Myślę, że rzadko będę wracać do TLJ, choć wydanie rozszerzone na BR chętnie obejrzę.

  • Gość: [mruf] *.plus.com

    Przestałem czytać tekst na krytyce gry aktorskiej Carrie Fisher. Nie wiem, czy to bardziej straszne, czy śmieszne...

  • Gość: [Ola] *.dynamic.mm.pl

    Cóż, uważam, że krytyka jest tu nieco na wyrost.
    Największą bolączką obecnej serii jest słaby/niestaranny scenariusz od niespójności wątków, przez nadmiar wydarzeń upchniętych w jednej części aż do zbyt pobieżnie napisanych postaci.
    Niestety problem kiepskiego obsadzania kluczowych dla fabuły ról ciągnie się od poprzedniej nowej trylogii i na pewno nie pomaga w nadrabianiu mankamentów fabularnych.
    Za dużo wydarzeń powoduje, że jako widz nie mamy kiedy przywiązać się do postaci, więc robią się dla nas obojętne.
    Jeśli zrobić listę wszystkiego co powinien zawierać film z serii SW to na pewno jest tu prawie wszystko odhaczone (zabawne roboty są, statki kosmiczne są, charyzmatycznego czarnego charakteru nie ma, ale jest emo co sobie wymyślił, że chce być zły) , tylko, że to nadal za mało, żeby film miał magię.
    Jednak pomimo tych wszystkich wad TFA i TLJ są nadal znacznie lepsze od Ataku Klaunów i Zemsty Sithów.

  • Gość: [ZombyWoof] *.flintgrp.com

    Moje odczucia po PIERWSZYM obejrzeniu TJL to furia, agresja i rozzalenie. Wypisz wymaluj kandydat na Sitha - nic tylko zaczerpnac z Ciemnej Strony i rozp....to wszystko!

    Ale, nie wsciekalem sie na smierc Luke'a, wrecz uwazalem, ze odszedl tak jak powinien odejsc prawdziwy Jedi (walczac o sluszna sprawe, zreszta nie on pierwszy - lecz pewnie "ostatni taki Jedi"- i tak powinien brzmiec tytul tego filmu!) lecz na karykaturalne sceny Leia (Mary Poppins w kosmosie), oraz kompletne zanegowanie Snoke'a - bez cienia wyjasnienie KTO to wlasciwe jest/byl. Dodatkowo, mam ogromna nadzieje, ze Kylo (znow jak prawdziwy Sith) klamal, probujac manipulowac Rey. Inaczej byc nie moze. Ja sie nie spodziewalem, ze ona bedzie potomkiem Kenobiego, czy tez Palpiego, ale do jasnej cholery TJL ominal szeroko, to co zapoczatkowalo TFA. TEGO im wybaczyc nie moge.

    Wczoraj zas, obejrzalem ten film na spokojnie i .. furia minela.
    Rozumiem, ze "zegnaj Gienia, swiat sie zmienia" ale, dla osob, ktore, tak jak ja, pacholeciem bedac w latach 70, obejrzaly Gwiezdne Wojny, gdzies w 1978 czy 79, numery z Leia zdolna przetrwac wyssanie w proznie, to za wiele. Bajka bajka, ale bez przesady. (przyznaje sie bez bicia, NIGDY nie ogladalem i nie zamierzam , zadnych Marvellowskich wypocin, caly ten Super-Spider-Iron-manski cyrk mnie absolutnie nie rusza. Leia swoja droga wyciela sprytnego psikusa Disneyowi i postawila ich pod sciana. Swoja droga dziwie sie bardzo: Rok mija od Jej smierci, fim byl wtedy w powijakach, mozna bylo spokojnie przerobic pewne sceny i NIKT by nie mial najmniejszych pretensji. A tak bedziemy mieli krolika z kapelusza.

    Niemniej jednka, rozumiem autorke. Polecam serdecznie obejrzec film jeszcze raz.

    PS. Akurat muzyka Willamsa brzmiala mi w tej czesci wyjatkowo wtornie.

    Poza tym nasi wybitni "tlumacze" kompletnie pomineli dowcip z "generalem Hugsem" - no JAK MOZNA!!! (no ale coz, jak sie ma "wirujacy sex" to sie nie ma Generala Hugsa.)

  • Gość: [TAK-MOC] *.dynamic.chello.pl

    Recenzentka chciała ewidentnie "zaistnieć" hejtując film. Malkontentów chyba "pogięło"! Film jest wypośrodkowaniem wygórowanych oczekiwań fanów, z drugiej strony ma bawić dorosłych jak i małolatów. Wygasza się "starych" bohaterów, taka prawda, ale w jakim stylu! Han Solo do końca wierzył w syna, Luk dał pokaz mocy jakiej jeszcze nie było w Uniwersum. Holograficzny przekaz między układami planetarnymi, tak genialny że siostra się nie zorientowała (dotyk). To są smaczki które warto docenić, a jest ich więcej. Do tego film otwiera nowe wątki, tak być musi, czy się podoba, czy nie. Są wady, ale opanujcie się z miażdżeniem filmu który kultowym będzie.
    P.S.
    Łotr 1 przyciąga do tej pory mrocznym klimatem doskonale uzupełniającym Star Wars. W Nowej Nadziei powiedziane było, że zginęło wielu dobrych ludzi żeby pozyskać plany tajnej broni Imperium.

  • Gość: [Calidris] *.nat.umts.dynamic.t-mobile.pl

    Racja. Dla mnie "saga" skończyła się na pierwszym i jajlepszym odcinku - przemianowanym nie wiedzieć czemu na "The New Hope" i przenumerowanym nie wiedzieć czemu na bodajże odcinek czwarty.

  • Gość: [wojciech_nowaczyk] *.echostar.pl

    Z większością niestety musze się zgodzić.

  • Gość: [oldfart] *.neoplus.adsl.tpnet.pl

    Po obejrzeniu w 1979 r Gwiezdnych Wojen mam już tylko uczucie zawodu od czasu Imperium kontratakuje. Nie przeszkodziło mi to obejrzeć wszystkiego. Autorka recenzji ma sporo racji: papierowe postaci, drewniana gra, słabość scenariusza - no takie to już jest widowisko, ale ciągle chcę to oglądać, przymrużając stare oko coraz bardziej. Lot Lei - dość przykry , ale np. krótkie ujęcie z żelazkiem w prasowalni imperialnych mundurów całkiem zabawne. Jakaś magia nadal się tli w tej historii mimo jej ewidentnych niedoskonałości. Może trzeba nabrać trochę dystansu? Rogue One w moim odczuciu uważam za wręcz wybitny na tle całości.

  • cent73

    Tajemnicą Gwiezdnych Wojen jest bowiem nie tylko dobra zabawa (...) ale właśnie Moc to ona spaja wszystkie światy stworzone w uniwersum Georga Lucasa, to ona sprawiła, że dzisiaj na całym świecie są tysiące wyznawców religii Jedi.

    To miało być kino, w którym wielki bohater mojego dzieciństwa Luke Skywalker przekazuje pałeczkę młodej dziewczynie.

    Powyższymi dwoma cytatami autorka udowadnia, iż nie jest recenzentką, a fanką ślepo patrzącą na któreś z wcześniejszych części Gwiezdnych Wojen. Fakt, że niektórzy dorośli wciąż czują się dziećmi i lubią bawić się w moc, nadając jej miano religii, nie jest niczym innym niż dostrzeżeniem fenomenu (na pewno nie tajemnicy) filmów. Nie może być to jednak żadną podstawą do żądania ("To miało być..."), by jakiekolwiek inne dzieło filmowe musiało się kłaniać w pas owym zabawom i fascynacjom lub ulegać żądaniom fanów ("Luke przekazuje pałeczkę"). Zresztą według Riana Johnsona, saga jest wystarczająco dojrzała, by spojrzeć na nią (w tym i moc) inaczej niż jak na nienaruszalny kanon.

    Zabawne, o ironio, jest jak poważnie autorka nie-recenzji obrusza się na ludzkie zachowania Luke'a: dojenie stwora na Ahch-To i wyrzucenie miecza. Przecież to nie przystoi mistrzowi Jedi! Czyżby tylko postaciom ze spiżu wolno było zagościć na ekranach kin? Autorka jednak zupełnie zapomina - lub nie wie - o wrażeniach jakie wywoływały sceny w cz. 4-6 (wada w Gwieździe Śmierci 1.; żenujące dialogi ("Stop that. My hands are dirty."); Ewoki gorszące widzów tak samo jak Jar Jar; a stój Lei w ROTJ?).

    TLJ ma wady, ale to nie powód by wybielać pozostałe części i apoteozować baśniową religię Jedi lub by zabraniać scenarzystom kierowania historii na nowe tory i deprecjonować te starania.

    Nie cały miesiąc temu Mark Hamill powiedział, że porgi w TLJ są dlatego, bo GW to filmy dla dzieci. A ja dodam, że jeżeli w dodatku podobają się wielu 40-letnim maniakom, którzy traktują je jako dobrą rozrywkę, to chyba Disney wystarczająco dobrze rozgrywa ten biznes.

  • Gość: [mono] *.static.icpnet.pl

    Ortodoksyjna fanka... dobre.
    Ja gwiezdne wojny po raz pierwszy oglądałem na vhs z niemieckim dubbingiem, jeszcze w latach 80-tych po kilkanaście razy dopóki kaseta działała. A jak przestawały działać przychodził czas na książki i zabawę w hana solo. Jeśli obiektywnie popatrzeć na całą sagę to jest to właśnie niezbyt wyrafinowana zabawa dla młodzieży, z przeciętną fabułą i grą aktorską. Wg mnie w gwiezdnych wojnach nigdy nie chodziło o jakieś wielkie przesłanie, wybitne efekty czy ponadczasowy przekaz. Dla nas dzieciaków lat 80-tych magia tego filmu polegała na czymś zupełnie innym. To był prawdziwy powiew zachodu, rozrywka w czystej postaci, zwłaszcza po lekturze Lema czy Strugackich. Zgadzam się więc z przedmówcami, że właśnie w takich kategoriach trzeba do tego filmu podchodzić. TLJ jest rozrywką w czystej postaci i ja idąc na ten film szykowałem się po prostu na dobrą zabawę i to właśnie otrzymałem.
    A jak ktoś jest tak bardzo przywiązany do starych części i idealizuje je pod niebiosa to przypomnijcie sobie sceny z kantyny mos aisley - niczym z rasowego spaghetti westernu i niech właśnie takimi gwiezdne wojny pozostaną. Pozdrawiam i niech moc będzie z wami :)

  • Gość: [Rejwen] *.adsl.inetia.pl

    Nie wmawiaj sobie bycia intelektualistką. Intelektualista nie popełniłby tak niespójnego bełkotu. Jesteś zwyczajną hejterką bez umiejętności sensownego argumentowania.

Dodaj komentarz

© krytycznik
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci